Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie foto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie foto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Moje plany na wiosnę - wyzwanie dzień 1

Jak tylko zaczynam myśleć o planach, moje myśli zaczynają przyspieszać i trudno je zatrzymać. Wciąż mam w głowie nowe pomysły, plany, żeby tak jeszcze sił i czasu na wszystko starczało ;-)

Próbowałam się powstrzymać z wymyślaniem i starałam się by choć częściowo moje plany na wiosnę pokrywały się z planami na cały 2015 rok. I oczywiście ograniczają się tylko do mojego wolnego czasu, nie całego życia. 


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rok 2015 rokiem dążenia do doskonałości ;-)

Jak to jest, że realizowanie postanowień noworocznych nie jest moją dobrą stroną? 
Dość często stawiam przed sobą nowe wyzwania, by za chwilę o nich zapomnieć.
Bo wyzwania to ja lubię, tylko, że lubię ich za wiele.
Niektóre stawiam sobie, bo tak wypada.
Inne bo po prostu są fajne, może czasami po prostu modne.
Niektórzy kupują impulsywnie, ja impulsywnie wymyślam sobie nowe cele.

Problem tylko potem w ich realizacji.
Nie umiem sobie tego zaplanować.

Przede wszystkim dlatego, że uważałam zawsze, że planowanie jest do bani, bo i tak coś mi wypadnie, co wstrząśnie moim światem. Jakoś tylko do mojego kurzego móżdżka nie docierało, że nie zawsze musi iść wszystko jak z płatka, że sztuka polega na osiąganiu celu pomimo trudność. Zabrało mi sporo czasu odkrycie tego oczywistego faktu. Mam nadzieję, że nie jest już za późno i  uda mi się zmienić to nastawienie. Spece od organizacji nie mogą się mylić. Jak się cel podzieli na mniejsze kawałeczki i spróbuje się wykonać choćby jedno zadani dziennie to będziemy bliżej jego osiągnięcia niż gdy będziemy czekać na sprzyjające warunki.

No tak, ale jak to zwykle bywa już po tygodniu zapominam o małych kroczkach. O czym to świadczy? Najpewniej o tym, że mój cel tak naprawdę nie wynikał z mojej prawdziwej potrzeby lub z pasji. Bo jeśli coś naprawdę kochamy, jeśli stanowi coś sens naszego istnienia, to nie musimy pamiętać o tych małych kroczkach. Ja bez drutów czuję się jak by brakowało mi tlenu. I nawet jeśli są dni, że nie przerobię kilku rzędów, to i tak myślę "koncepcyjnie" i przynajmniej na papierze powstają prost szkice lub mega krótkie opisy nowych robótek. 

Niestety wśród moich wyzwań, które próbuję sobie stawiać, są takie właśnie, które nie wynikają ani z prawdziwej potrzeby, ani z pasji. Stawiam je przed sobą, bo tak wypada, bo wiem, że innym byłoby łatwiej, gdybym się "poprawiła".  Te są skazane z góry na niepowodzenie? Raczej tak. Sztucznie chyba się nie da wyhodować pasji. Mimo to częstsze sprzątanie jak co roku trafia na moją listę. Może jak bym rozpracowała problem, podzieliła na małe cele i codziennie bym realizowała jeden, to może by się okazało, że mam nową pasję - sprzątanie? LOL (wszystkie psy by w okolicy wyzdychały)

Lista moich postanowień na 2015 rok to właśnie taki zbiór wyzwań, które stawiam przed sobą to bardziej lista marzeń o doskonałej, perfekcyjnej Magdzie. 

1. Wydziergam od A do Z 6 sweterków, czyli łącznie z przyszyciem guzików, schowaniem nitek. To najtrudniejsze w całym tym dzierganiu. Mam nadzieję, że dzięki takiemu podejściu będę miała ubrania do noszenia a nie tylko stosy w szafie.

2. Napiszę i opublikuję 1 wzór w miesiącu, choćby miałby to być opis opaski na uszy.  Do tego nie wliczają się wzory, które mam napisane, a z przeróżnych dziwacznych powodów jeszcze ich nie puściłam w eter. 

3. Przeczytam 12 książek z moich półek. Jest to wyzwanie z bloga Ochy achy z książką , które odkryłam dzięki Agacie z Setnej strony. Wyzwanie polega na wybraniu do końca grudnia 12 książek, które trafiły do nas i przeczytaniu 1 w miesiącu. 
A o to mój stosik:


 Kolejność czytania dowolna, więc jeszcze nie wiem, która z nich będzie książką styczniową.

4. Inne fajne wyzwanie książkowe pochodzi z bloga Amelinowa i może być trudniejsze do zrealizowania. Wymaga przeczytania 29 książek wg klucza z załączonej grafiki


5. Będę grała w darta / rzutki i będę pisać o darcie (nie martwcie się, nie tutaj). Może uda mi się wygrać z mężem ;-)

6. Ponieważ od dawna chcę nauczyć się porządnie fotografować, to rozpocznę swój projekt 365days  photo challenge. Nie będę narzucała sobie żadnej listy tematów - po prostu będę cykać fotki mojej rzeczywistości. A fotki będę wrzucać może na 365project, a może po prostu na Insta lub fejsa. 

7. Ograniczę słodycze do minimum, a raczej do 1 dnia w tygodniu - nie tylko sobie, ale i reszcie rodzinki  (marzenie ściętej głowy)

8. Nauczę się robić make-up do pracy - to w ramach nauczenia się czegoś nowego. 

9. Poświęcę 15 - 30 minut dziennie dłużej na sprzątanie niż zwykle - to w ramach dążenia do minimalizmu.

10. Nie przytyję!

I wystarczy, bo co za dużo to nie zdrowo i będę zbyt doskonała na początku 2016 roku i co ja wtedy pocznę, jakie wtedy cele będę przed sobą stawiać?

I zanim się z Wami pożegnam to jeszcze pragnę serdecznie podziękować tajemniczemu Mikołajowi, a raczej pewnie Mikołajce za niespodziankę, którą otrzymałam tuż przed Wigilią. 



A Wy jakie macie plany na 2015 rok???

czwartek, 11 grudnia 2014

Świąteczna dekoracja - wyzwanie dzień 3

Jestem jeden dzień do tyłu z wstawianiem postów na wyzwanie Uli
Dzisiaj wrzucam post, który miał się ukazać wczoraj.

Dzisiaj chciałam Wam przypomnieć ozdoby choinkowe, które wydziergałam w zeszłym roku. 
Nie tylko je wydziergałam, ale też podałam na blogu opisy - wszystkie możecie znaleźć pod hasłem Boże Narodzenie


Jeszcze jest trochę czasu na wydzierganiu kilku zabaweczek na choinkę.


wtorek, 9 grudnia 2014

List do Świętego Mikołaja - wyzwanie Uli dzień 2



Dzisiaj jest drugi dzień wyzwania Uli i wypadałoby coś napisać. 

Jednak dzisiaj nie mogę niemal oderwać się od drutów - przechodzę ostry atak knitozy (trzymajcie kciuki, żebym nie musiała pruć),  a poza tym tylko 2 tygodnie temu napisałam i opublikowałam mój list do Świętego Mikołaja.

Jeśli macie ochotę poczytać jaka jestem samolubna i bezwstydna, to zapraszam do czytania TUTAJ. 

Chociaż przez te 2 tygodnie namyśliłam się i do listy dodałabym jednak włóczki 

Leizu Worsted w przepięknym zielonym kolorze ze sklepu Chmurka






A jeśli chcecie poczytać listy innych dziewczyn, to oczywiście zapraszam do Uli

A Wam co się marzy, co byście umieściły na swoim liście do Mikołaja?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ulubiona tradycja świąteczna - wyzwanie Uli dzień 1


Długo zastanawiałam się czy brać w tym miesiącu w wyzwaniu Uli, ponieważ ja nie przepadam za Świętami. Zupełnie nie rozumiem tego całego szału dekorowania każdego centymetra kwadratowego przestrzeni, planowania menu, tego nastawiania się na magiczny klimat świąteczny.

Dla mnie całe te przygotowania do Świąt to tylko strata czasu, znam lepsze zajęcia i bardziej rodzinne niż sprzątanie, po którym za chwilę nie będzie śladu lub gotowanie, pieczenie jedzenia, po którym szybko nie będzie śladu, a co najwyżej niestrawność i nadwaga.

Co nie znaczy, że w ogóle się nie przygotowuję, szczególnie, że jak powszechnie wiadomo dzieci lubią celebrować wszelkie okazje i oczywiście cały grudzień zwykle mija na planowaniu jak ubrać choinkę. U nas choinka, ewentualnie drobne ozdoby na okno to maksimum dekoracja. 


 
Z choinką mamy związane dwie tradycje. Jedna to taka, że ubieramy choinkę w Wigilię - ubierają dzieci z tatusiem, a mamusia tylko nadzoruje prace z kuchni.


Drugą tradycją jest przygotowywanie choinkowych zawieszek i łańcuchów. Kiedy moi najstarsi synowie byli mali to często piekliśmy i dekorowaliśmy pierniczki do zawieszenia na drzewku. Teraz ze względu na Julka nie ma takiej opcji, bo ściągnąłby całą choinkę na siebie razem z tymi ciastkami. Pozostają nam papierowe łańcuchy, pawie oczka, dekupażowe kule i oczywiście wydziergane przeze mnie gwiazdki lub inne zabaweczki. W tym roku córunia już zagoniła mnie do pracy i robimy koralikowe aniołki. I to jest dopiero początek, bo ma ona rozległe plany i co chwila słyszę - Mamo, a mamy filc? a mulinę? a cekiny?


A Wy lubicie Święta?

piątek, 21 listopada 2014

Ważny szczegół - wyzwanie dzień 5

Dzisiaj ostatni dzień wyzwania - ważny szczegół. 

Jak powszechnie wiadomo, bardzo lubię robić na drutach. Najważniejszy jest dla mnie sam proces - wymyślanie, liczenie oczek, machanie drutami. Ale jak się już przerobiło wiele kilometrów włóczek to już chyba czas najwyższy cieszyć się efektami swojej pracy. 

Czego brakuje by cieszyć się np. sweterkiem? - odpowiednich guzików. Wciąż nie mogę się zdecydować jakie guziki przyszyć do sweterka ;-)


W życiu nie jestem perfekcjonistką, ale jeśli chodzi o dzianinę to niedociągnięcia mi przeszkadzają. 

Jeśli chcecie zobaczyć co jest ważnego dla innych dziewczyn zapraszam do Uli.

czwartek, 20 listopada 2014

Czego nowego nauczyłam się w poprzednim miesiącu - wyzwanie dzień 4

Chodzę po domu, przekładam ciuchy i inne rzeczy, tzn. "sprzątam" i rozmyślam nad tym czego to ja nauczyłam się w poprzednim miesiącu. Ponieważ już jestem w takim wieku, że albo się wszystko wie, albo się już jest po prostu za starym by się uczyć nowych rzeczy, to bardzo trudno mi było znaleźć odpowiedź na te pytanie. 

Łatwiej mi jest napisać czego dowiedziałam się w zeszłym miesiącu, bo o nauczeniu się mogę powiedzieć dopiero wtedy, gdy przyswoiłam sobie jakąś wiedzę i umiem ją wykorzystać w praktyce. 

Na razie moim objawieniem jest to, że minimalizm jest dużo trudniejszy niż mógłby się wydawać. Nie wystarczy latać w tych samych portkach na okrągło, z biżuterii nosić tylko zegarek, a w domu mieć dwie szafki na krzyż.  Minimalizm to prostota, porządek, umiar i dyscyplina. 

O ile prostota (bo w sumie głównie o prostotę w życiu mi chodzi), a nawet porządek i umiar wydają się dla mnie czymś oczywistym, to jednak owa dyscyplina spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. 

Oczywiście mam zasady, do których się stosuję, ale cała reszta to wielki spontan - nie chcę mi się sprzątać, to  nie sprzątam, nie chce mi się iść na przyjęcie do "cioci"  to nie idę, mam ochotę czytać 2, 3 a może i 10 bloga na raz, patrząc jednym okiem na robótkę a drugim w telewizor, to tak robię, chcę siedzieć do późna w nocy do siedzę, bo wciąż szkoda mi czasu na spanie, wciąż mi się wydaje, że coś przegapię w obrębie moich zainteresowań, to siedzę.  W rezultacie moja najczęstsza myśl, nierzadko wypowiadana głośno to "jestem zmęczona".

Dopiero te zdania z książki Minimalizm po polsku autorstwa "Anna Mularczyk-Meyer" : 

"Dopóki nie oswoję się z myślą, że nie uda mi się zrobić wszystkiego, co chcę, dopóki nie zrozumiem, iż próbując to robić, niszczę samą siebie, dopóty nie osiągnę wewnętrznej równowagi. Zamiast starać się zaspokoić nienasycenie, trzeba je wyciszyć" 

uświadomiły mi dlaczego tak jest.  Trzeba sobie narzucić dyscyplinę, ograniczenia, by tak jak pisze autorka książki "nie spalić się w rozpaczliwych próbach pochłonięcia całego świata i zrobienia wszystkiego, co lubię i potrafię robić".
  

obrazek pochodzi z  http://gde-fon.com/

 A czego nauczyły się inne dziewczyny? Zajrzyjcie do Uli.




poniedziałek, 17 listopada 2014

Co bym zrobiła, gdybym miała 100tyś zł na koncie w banku - wyzwanie dzień 1

Pamiętacie listy z wakacji do rodziców? "Kochane pieniążki przyślijcie rodzice". Teraz rodzice już mi pieniążków nie dają (raczej), ale czasami by się przydała taka piękna okrągła kwota na koncie na drobne wydatki ;-) 

Gdybym tak nagle miała na koncie tytułowe 100 tysięcy złotych, to najpierw kupiłabym dużą, rozłożystą kanapę, najlepiej w kształcie litery L lub U, tak żebym mogła się na nią walnąć razem z mężem i może jeszcze jakąś domową przylepką.

Najlepiej taką:


O tak, na takiej kanapie to wszyscy się zmieszczą :-)



A potem na tej kanapie zaplanowałabym spełnienie marzenia każdej niemal dziewiarki - czyli sklepik z włóczkami.

 
I mogłabym do woli je głaskać i miziać i wymyślać projekty, których wcale nie musiałabym nawet realizować.


Resztę zdeponowałabym na kilku kontach oszczędnościowych :-) Może raz w życiu miałabym trochę kasy. 


Pomarzyć dobra rzecz :-) 

A Wy co byście zrobiły z taką wolną stówką ?

Jeśli chcecie dowiedzieć się co zrobiłyby inne dziewczyny zapraszam do zajrzenia do wyzwania Uli.



piątek, 17 października 2014

Ulubione jesienią

Ostatni wpis w ramach wyzwania na blogu Uli

Jesień, a szczególnie październik to mój ulubiony okres. Nie tylko dlatego, że w październiku mam urodziny i rocznicę ślubu oraz urodziny syna, ale ze względu na cudowne kolory i to nie tylko chodzi mi o kolory liści, ale o barwę powietrza - uwielbiam nie tylko słońce padające przez liście, ale również, gdy leciutka mgła unosi się nad okolicą, a nawet dni takie jak dzisiaj - słońca nie widać, dzień jest (był) w odcieniach szarości i fioletów. 

Gdzie można mnie znaleźć? ... W internecie

Wpis, który miał pojawić się wczoraj, który skasowałam, a teraz piszę od początku.

Ula zaproponowała przedstawienie wszystkich miejsc w internecie, w których można mnie znaleźć.
Mam profile w większości social media, ale prawie nie używam, gdyż jestem mało społeczna. Blogowanie lubię najbardziej, a cała reszta to tylko dodatek. Nie bardzo rozumiem ekscytacji fejsem czy pinterestem, a nawet instagramem, pewnie dlatego, że jestem przeciwniczką zmian i ciężko mi się przestawić na nowe - blog zaraz po forum Gazety, był moim pierwszym miejscem w internecie. I dlatego pozostał dla mnie najważniejszy. 

środa, 15 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie (47) ... oraz JA

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 



wtorek, 14 października 2014

Osoba, która mnie inspiruje

Jeszcze jeden post z wyzwania Uli dzisiaj.

W sumie to nie musiałam długo się zastanawiać o kim dzisiaj napisać. Jestem szczerą fanką talentu i pracowitości Hani Maciejewskiej znanej też w blogosferze jako Hada z bloga Life is a Stitch.
Jest ona osobą, która spełnia swoje marzenia, jest moim natchnieniem, bym w końcu i ja zaczęła spełniać swoje.

Myślę, że większość z Was doskonale zna Hanię i jej wzory. Ja wybrałam tylko kilka z nich, te które moim zdaniem odzwierciedlają najbardziej charakter jej twórczości. 

Szalenie podobają mi się projekty Hani - jej zamiłowanie do warkoczy. 

Lista moich ulubionych słów

Z jednodniowym opóźnieniem przyłączam się do wyzwania Uli pt. 5 dni do lepszego bloga. W związku z tym na dziś planuję dwa posty.

Najpierw moja lista najpiękniejszych słów:

1. Druty 

najlepiej metalowe i na żyłce we wszystkich dostępnych rozmiarach (niestety nie posiadam jeszcze wszystkich rozmiarów) i najlepiej przynajmniej po dwie pary, tak żeby miały standardową żyłkę (80cm) i drugą parę z długą żyłką np. 150cm do swetrów robionych na okrągło lub chust, szczególnie tych dzierganych od dołu.

niedziela, 17 listopada 2013

Niedzielny poranek - Wyzwanie foto Dzień 7

Taki wpis miał pojawić się w piątek, kiedy to hasłem wyzwania był DOM.

Z czym wam kojarzy się słowo DOM?
 Mi najbardziej z zapachem świeżo upieczonego ciasta.

Tak więc w piątek próbowałam upiec ciasto, ale było klapą.
U mnie w domu ciasto pojawia się na stole nie często ze względu na dietę Julka. Czasami tylko próbuję zrobić coś co będzie i bez cukru i bez nabiału i bez glutenu. Nie zawsze wychodzi.
Próbę postanowiłam ponowić w niedzielę i tak o to niedzielny poranek w moim domu był związany z robieniem i jedzeniem ciasta.

Przepis:
* 5 jajek
* 1/3 szklanki ksylitolu (słodzik z soku brzozowego)
* 2/3 szklanki mąki migdałowej
* 1/2 szklanki mielonego siemienia lnianego
* 3 łyżki mąki kokosowej
* 1 łyżeczka sody oczyszczonej
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)
* szczypta soli
* 2/3 szklanki oleju
* garść rodzynek
* garść jagód goja
* jabłka (zwykle daję 2 lub 3, dzisiaj tylko jedno)

Wykonanie:
Jajka ubić z ksylitolem na puszystą masę - do białości.
Stopniowo dodajemy mąki oraz  sodę, proszek i sól, cały czas mieszamy dodajemy olej (może być mniej)
Na koniec łyżką mieszamy rodzynki, jagody (można dodać i inne bakalie) oraz jabłka z masą.
Wylewamy do przygotowanej  blaszki/tortownicy - wysmarowanej margaryną i wysypanej mąką kokosową. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 45-50 minut.
Zawsze się udaje o ile ubijemy dobrze jajka.

Inne interpretacje tematu u Uli.

sobota, 16 listopada 2013

Kwiat/y - Wyzwanie foto Dzień 6

Opuściłam dzień 5, może jutro nadrobię. Dzisiaj tematem są kwiaty.

Zdjęcie nie najlepsze, bo zrobione komórką i w pracowni , na szybko. I to jest wycinek tylko.

Pracę tę zaczęłam przed wakacjami. Miałam dokończyć, ale po kilku miesiącach stwierdziłam, że tak musi już zostać. Praca malowana akrylami.


Inne interpretacje tematu u Uli.

Przy okazji napiszę kilka słów JAK ZACZĘŁA SIĘ MOJA PRZYGODA Z ... MALOWANIEM.

Szkoła, a raczej nauczycielka-artystka od plastyki zdecydowanie mi obrzydziła jakiekolwiek próby malarskie czy rysunkowe. Tak więc od liceum (czyli jakieś 20 lat) nie rysowałam, nie malowałam. Jednak gdzieś tam w środku zawsze pociągało mnie to, nawet jeśli wiedziałam, że jestem totalne antytalencie. 

Jakiś czas temu mama powiedziała mi o zajęciach w domu kultury. Jej koleżanki emerytki chodziły już od jakiegoś czasu na te zajęcia, a ona planowała, kupiła nawet jakieś książki i farbki, jednak brakowało jej odwagi. Na przełomie stycznia i lutego zeszłego roku naszło mnie, że spróbuję, zadzwoniłam do domu kultury, ale akurat były ferie. Myślałam, że nie zdobędę się na to by zadzwonić drugi raz, jednak chęć malowania była silniejsza i zaraz po feriach zadzwoniłam i tego samego dnia pobiegłam na zajęcia. Dostałam kartkę, ołówek i za zadanie narysować dzbanek. Cóż to była za męka. Mimo to pędziłam do domu i rysowałam w domu, darłam kartki, kreśliłam, potem z ochota biegłam na zajęcia, na których również wszystkie emocje się we mnie gotowały. Po kilku zajęciach dostałam szkolne akwarelki. Potem znowu była przerwa - wakacje, moje chorowanie i dopiero w grudniu przed świętami zaczęłam chodzić na zajęcia i zaczęłam malować mój pierwszy obraz farbami olejnymi. To nic, że wychodzą płaskie, pokraczne czasami, zdeformowane. Czasami jestem wściekła, czasami chce mi się płakać ze złości, że wychodzi inaczej niż zaplanowałam. Ale najważniejsze jest SAMO MALOWANIE. Nie czekam, aż dzieci dorosną, aż przejdę na emeryturę. Nie odkładam marzeń na później. Jedyny problem to to, że nie mogę malować w domu, bo nie mam pokoju, w którym mogłabym zamknąć obraz w trakcie malowania, tak aby uchronić go od ciekawskich łapek moich młodszych dzieci. 
Ale może to i dobrze, bo malowanie ma taką siłę, że wciąga bez reszty. Zapominam wtedy o jedzeniu i o całym bożym świecie. Poza tym od zapachu terpentyny chodziłabym ciągle na haju:-)


czwartek, 14 listopada 2013

Czerwony - Wyzwanie foto Dzień 4

Dzisiaj coś bardzo prostego. Przed domem mam szpalerek berberysów, które mają takie cudne czerwone owoce


Inne interpretacje wyzwania u Uli.

środa, 13 listopada 2013

Ciepły - Wyzwanie foto Dzień 3

Dzisiaj chcę Wam pokazać CIEPŁY komplet na zimę zrobiony na drutach wg mojego pomysłu.

Chociaż komplet prezentuje moje córka Judysia to w zamierzeniu nie jest kompletem dla dzieci, tyle, że ja nie mieszczę się w kadrze żadnego aparatu ostatnio ;-)


Komplet jest naprawdę ciepły, bo zrobiony z 100 % wełny - 220 heathers Cascada - dokładnie z tej
Zużyłam 3 motki, druty 4,00mm - czapka i 5,00mm - chusta.

I dodatkowe zdjęcie samej czapki


I jeszcze zdjęcia na Marlence moim manekinie

 (tutaj z czapką)

 I przy okazji prośba. Do niedzieli powinnam się uporać z wzorem. Chusta nie jest trudna do zrobienia, tylko pisanie tego wzoru trochę, no wiecie, łatwiej dziergać niż pisać. Ale jeśli któraś z Was chciałaby przetestować wzór  albo na czapkę, albo na chustę albo na to i to to proszę bardzo o wiadomość na maila: makneta @ gmail.com.


 Bardzo tylko proszę zastanowić się czy na pewno macie czas przed świętami i czy dacie radę wydziergać chustę/czapkę  i zrobić fajne zdjęcia (najlepiej na modelce) w ciągu miesiąc do 17 grudnia. 




Po drugie włóczka musi być zbliżona grubością do tej, którą ja robiłam, czyli ok. 200 metrów w 100 gramach  (2 motki) Samą chustę można też zrobić w mniejszej wersji używając 350 metrów na 100 gram.

wtorek, 12 listopada 2013

Listopad kojarzy mi się z ... Wyzwanie foto Dzień 2

Od zawsze listopad kojarzy mi się z szarością, szare dni, wczesne wieczory, brak światła. W tym roku jest trochę inaczej, bo nawet słoneczko świeci.

Ostatnio powoli przekonuję się do koloru szarego.

Moje dziergadła w różnych odcieniach szarości.

Przy okazji pokażę Wam wydzierganego przeze mnie mobiusa. Te wyzwanie to przy okazji mobilizacja do zrobienia zdjęć, bo mobiusa wydziergałam jeszcze latem. A włóczka ta sama co w prostej czapce i w chuście z rogami, a druty chyba 6,00 albo 5,5mm - niestety nie pamiętam.




 Więcej interpretacji tematu u Uli na  blogu SenMai

poniedziałek, 11 listopada 2013

Dziś jestem ... Wyzwanie foto Dzień 1

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu foto na blogu Sen Mai. Trwa ono tylko tydzień, więc może dam radę.


Trudno powiedzieć w jakim nastroju dziś jestem. Takim jak zawsze (albo prawie zawsze). Z racji brzuszkowych problemów Judyty, nie korzystamy z przyjemnego słoneczka poza domem, tylko wyciągnęłyśmy gry planszowe i Judyta ogrywa mnie w Chińczyka :-)


Zaraz wracam do gier. Tym razem spróbujemy zagrać w Bitwę Morską. 

A wy? Jak korzystacie z dnia wolnego? W jakim nastroju dzisiaj jesteście? 


niedziela, 15 kwietnia 2012

Niedzielny poranek

Dzisiaj już ostatni dzień wyzwania foto.
Wczoraj nie zrobiłam żadnego zdjęcia z cytatem, ale za to napiszę teraz cytat z książki, którą obecnie czytam - "Historia miłości" Nicole Krauss
"Nie chcę tylko umrzeć w dniu, kiedy przejdę niezauważony"
i jeszcze jeden
"Samotność: nie ma takiego organu, który mógłby przyjąć ja w całości"


A dzisiaj spotkała mnie bardzo nieprzyjemna "przygoda".
Otóż zginął mi pies. 
Pozwalam mu biegac po ogrodzie w wolne dni, kiedy wiem, że brama jest zamknięta i po zakładzie nikt się nie kręci. Wypuściłam go więc rano i jeszcze poszłam się kimnąc.
Niestety kiedy wyszłam po niego po pewnym czasie, nigdzie go nie było.
Byłam wściekała na siebie, że mu pozwoliłam hasać po podwórku. 
Diabełek znalazł sposób by prześlizgnąc się pod bramą, a przecież malutki to on nie jest.
Wyszłam więc, aby go poszukac. Mieszkamy blisko rzeki i zalewu, więc chodziłam nad rzeką pytając wędkarzy, czy go nie widzieli. Nikt nie widział. Obeszłam kilka sąsiednich ulic, wracałam do domu wściekła na siebie, zastanowiając się co mam powiedziec dzieciom, a szczególnie Judycie.
W domu poprosiłam najstarszego syna, aby i on przeszedł się i poszukał. 
Sama miałam z mężem pójśc jeszcze raz i wtedy wrócił syn z psem, który biegał pod sklepem po drugiej stronie ulicy. Pół godziny wcześniej tamtędy przechodziłam, ale psa nie  było.
Na szczęście znalazł się. Obiecałam sobie, że sprawdzę z mężem wszystkie ewentualne miejsca ucieczek i raczej nie pozwolę za długo bawic się mu samemu w ogrodzie. 
Na szczęście Judytka o niczym nie wie, cały czas spała jak aniołek
I taki o to miałam niedzielny poranek.