Szukaj na tym blogu

środa, 8 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie 46

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 




Po pierwsze, strasznie się cieszę, że jest nas coraz więcej. W ostatniej edycji WDiC (podpatrzyłam ten skrót u Was dziewczyny) wzięło udział w sumie 32 osoby - najwięcej od początku naszej wspólnej zabawy. Mam nadzieję, że ten wirus będzie się rozprzestrzeniał :-)

Po drugie, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod moimi marudzącymi wpisami z zeszłego tygodnia. Wbrew pozorom to nie zmiana licznika jak sądzi Wiola, ale poczucie, że moja "kariera" zawodowa nie układa się, a raczej ja po prostu nie pasuję, czuję się nieswojo w miejscu, w którym obecnie jestem. Chciałabym co nie co zmienić, być może przekształcić hobby w zawód,  ale... no właśnie to ale jest tak ogromne, że nie mogę sobie z nim poradzić. Kilkanaście lat temu robiłam wszystko by wyjść z domu, pracować wśród ludzi, teraz byłaby najszczęśliwsza, gdybym mogła pracować w domu.
Dodatkowo w tym roku wkurza mnie nasz klimat, chcę lata i już. Jakoś próbuję tupać nóżką, ale zupełnie nie zdaje to egzaminu. Wprawdzie zapowiadają jakieś 20 stopni na weekend, ale na południu Polski, a nie u nas. Ja wprawdzie w kierunku Warszawy na weekend się wybieram (jak się w końcu uda), to może trochę  bliżej tego ciepła będę, ale co to 2 dni w stosunku do półrocznej zimy. 

Po trzecie, wracam do meritum, czyli dziergania i czytania. Wciąż czytam "Pozerkę", niestety idzie mi wolno, bo druty zwyciężają (albo fejsik). Podgoniłam trochę Oak leaves cardigan, a od wczoraj próbuję zrealizować nowy pomysł. Kupiłam jakąś akrylową włóczkę z niewielką domieszką wełny i mam zamiar wydziergać dłuższy sweter, ew. płaszczyk i może nawet dodać podszewkę pod spód. Mam na razie tylko 5 motków (włóczka ma 120m na 100gram) i umówiłam się z panią w sklepie, że z hurtowni przywiezie mi kolejne 5, ale już oczywiście plany mi się zmieniły i pójdę dokupię 5 w innym kolorze i będę robiła sweterek dwukolorowy. Robię od góry, druty 6,00, włóczka NAKO sport. 

Po czwarte, bardzo się cieszę, że są osoby, które chciałyby się przyłączyć do szycia razem, czuję się bardziej zobligowana, niż gdybym miała szyć sama. Na pierwszy ogień pójdzie spódnica i pewnie będę wrzucać zdjęcia z postępów pracy na blogu. I nie zawaham pytać się głośno jeśli napotkam trudności. Tak więc odkurzajcie maszyny (Wiola), szykujcie materiały i szyjemy. 

A teraz zapraszam was do dzielenia się linkami.




   

   

37 komentarzy:

  1. Płaszczyk, to doskonały pomysł na jesień! Ja właśnie skończyłam dziergać mój i jestem z niego bardzo zadowolona! Lepiej by było, gdyby miał podszewkę, ale jak pomyślę o szyciu, to już wolę jednak chodzić bez tej podszewki... Przydałby się do takiego płaszczyka fajny komin - już mam w planie :)
    Piękny będzie ten Oak leaves cardigan - już widać! Co do czytania - u mnie też idzie powoli, bo albo dziergam, albo czytam (o obowiązkach nie wspominam). Ale - super, że jest ta akcja! Dzięki niej i tak czytam więcej, niż dotychczas. Kocham czytać i uwielbiam podglądać, co inni czytają :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Asia
    PS. Co do pracy - zawód nauczyciela ma to do siebie, że nieprawdopodobnie wypala człowieka. Pamiętam, jak pracowałam w szkole podstawowej (dawnej, ośmioletniej), to wracałam do domu nieprzytomna i musiałam na chwilę zasnąć. Człowiek jest na maksymalnych obrotach, musi nie tylko przekazać wiedzę, ale też czuwać nad dzieciakami, żeby nic złego się im nie stało. A one potrafią wymyślać cuda! Zapewne są też i inne "wypalające" zawody - nawet na pewno. Tylko, że ja znam z doświadczenia tylko ten. Więc rozumiem Cię świetnie. Trzymaj się!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, właśnie tak się czuję, nie wiem czy to wypalenie, czy po prostu totalne zmęczenie, ale wystarczy kilka lekcji i nie wiem jak się nazywam, potrzebuję porządnego odpoczynku zanim do siebie dojdę.
      Mój płaszczyk zbyt akrylowy by bez podszewki się udało, mam nadzieję, że zrobię go zanim jeszcze pogoda będzie w miarę do noszenia lekkich okryć wierzchnich.

      Usuń
  2. Mi się marzy wysyłkowy sklep z włóczkami. Przynajmniej nie musiałabym do nich tak tęsknić. Miałabym je na miejscu. Miziałabym w każdej dowolnej chwili........ się rozmarzyłam.............już poczułam tą przyjemność pomiędzy palcami :) Tym czasem czekam na Twój płaszczyk i spódnicę.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie każda dziewczyna robiąca na drutach marzy o sklepiku z włóczkami. Ja też.

      Usuń
  3. U mnie tym razem na odwrót - książki zwyciężyły z włóczką:)

    Twój płaszczyk zapowiada się pięknie! Bardzo jestem ciekawa efeku końcowego :) Natomiast co do reszty - mocno trzymam kciuki za podjęcie słusznych decyzji! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płaszczyk na razie w fazie wymyślania, dokupiłam włóczkę w drugim kolorze i zobaczymy co będzie.
      A z tymi decyzjami to zobaczymy, może pomarudzę i po kościach się rozejdzie do następnego kryzysu.

      Usuń
  4. Faktycznie jest nas dużo! Ja się czuję bardzo zawirusowana (skrót WDiC nawet wygląda jak nazwa szczepu grypy) i bardzo mi się ten stan podoba, bo mam motywację i do dziergania, i do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego wirusa to powinni sprzedawać w każdej aptece ;-)

      Usuń
  5. Zastanawiałam się, na ilu spotkaniach WDiC już byłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bym chciała pracować z domu, choć do ludzi też mnie ciągnie...
    Życzę owocnych rozmyślań nad przyszłością :)
    Do szycia przyłączę się innym razem, na razie muszę się zaopatrzyć w wykroje i jakiś czadowy materiał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami pracę z domu i z ludźmi można połączyć :-)

      Usuń
  7. O tak. Ja również czuję przesyt pracy zawodowej, może to wypalenie zawodowe, a może nieustające "kopanie się z koniem". Niestety z przyczyn różnych , szanse na zmianę są niewielkie. Ale się rozglądam , może coś mnie natchnie albo coś się zadzieje i to się zmieni ?
    Bądź dobrej myśli. Płaszczyk to świetny pomysł na te porę roku. Ja tez lada chwila wracam do dokończenia swojego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kopanie się z koniem" to jest chyba główny powód, dla którego praca zawodowa przestała sprawiać przyjemność. Niestety to prawda, trudno o jakieś alternatywy.

      Usuń
  8. Cokolwiek wymyslisz, trzymam kciuki. Czasem potrzeba na znalezienie swojej drogi więcej czasu, niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może problem w tym, że nie mogę kierować się tylko chęcią rozwoju, a muszę dopasować pracę do potrzeb mojej rodziny, szczególnie Julka.

      Usuń
  9. I ja trzymam kciuki za zmianę albo za akceptację tego co jest, za lato nie muszę, bo lato (i czy to nie jest cudowne?) na pewno będzie za drobne pół roku. Trochę wspólnego czytania z dzierganiem i już. Znowu upały. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, czas tak szybko mija, że nawet się nie obejrzysz, a już znowu lato. Tylko przetrwać zimę trzeba. I tak samo trzeba przetrwać zły okres w życiu.

      Usuń
  10. A ja bym chciala wrocic do mojej pracy w domu w pelnym wymiarze. Kiedys pracowalam jako nauczyciel po czym porzucilam to i ropbilam tlumaczenia. Teraz tlumaczen jak na lekarstwo i w obcym kraju szukanie pracy to nie pestka... Echhh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pocieszyłaś mnie, myślałam, że w zachodniej Europie łatwiej jest o pracę dostosowaną do potrzeb. Tłumaczeń nigdy nie próbowałam, zresztą chyba nie mam do tego predyspozycji, niestety.

      Usuń
  11. Też chętnie popracowałabym w domu, tym bardziej, że mój tata wymaga coraz większej opieki. Wychodząc do pracy nigdy nie wiem co zastanę po powrocie. Oszczędziłby mi to wielu nerwów i stresów... ale cóż pracować trzeba ( dobrze że są zwolnienia lekarskie :) ).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy w trochę podobnej sytuacji, wprawdzie mój syn obecnie chodzi do szkoły, ale te kilkanaście lat szybko minie i jeśli w między czasie nic nie wymyślę, to potem zostanę z przysłowiową ręką w nocniku, bo będę musiała całkowicie zrezygnować z pracy, by zapewnić mu wymaganą opiekę.

      Usuń
  12. Chyba nic bym nie skończyła, gdybym kilka rzeczy naraz robiła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) A mnie nosi jak muszę tylko jedną rzecz robić, ale masz rację, niektóre rzeczy niestety po przerwie nie mogą doczekać się wykończenia.

      Usuń
  13. Magdo chyba tak to juz jest, ze potrzebujemy rownowagi:
    jak pracujemy z ludzmi, to marzy nam sie chwila wytchnienia i samotnosci (pracowalam w wielkim parku rozrywki i turysci wychodzili mi juz dziurkami od nosa),
    a jak siedzimy w domu (to moja sytuacja teraz) to chcemy wyjsc w swiat do ludzi. Chyba potrzeba wszystkiego po trochu. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś w tym jest, ale u mnie to dzieci w pracy, dzieci w domu - odrobinkę za dużooooooo już tego.

      Usuń
  14. Kusisz tym szyciem. Za mną ostatnio chodzi, żeby sobie uszyć małą czarną i może w końcu się wybiorę po materiał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że skutecznie skuszę jak największą liczbę osób :-)

      Usuń
  15. Rzeczywiście dużo nas się zrobiło :)
    Ciekawa jestem Twojego płaszczyka. Za mną jeden chodził kiedyś, ale z braku odpowiedniej włóczki pomysł upadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie ma włóczki odpowiedniej, to trzeba pomysł zmodyfikować, tak jak ja teraz.

      Usuń
    2. W tamtym czasie miałam dostęp wyłącznie do sklepów stacjonarnych, w których oferta była kiepska, więc nawet modyfikacje nie wchodziły w grę. Może teraz wrócę do pomysłu, bo w końcu dzięki internetowi jest w czym wybierać :)

      Usuń
    3. Czasami tak bywa, życzę powodzenia w znalezieniu odpowiedniej włóczki do projektu.

      Usuń
  16. u mnie książka zwycięża tylko w wannie, jakoś moczenie się razem ze swetrem do mnie nie przemawia :) ale odkąd podeszłam do dziergania i czytania zupełnie relaksacyjnie, zaczęłam wyznawać teorię, nie ważne jak długo coś robisz, ważne że suniesz do przodu. Pozerka w końcu kiedyś się skończy, nie zależnie jak duży opór będzie stawiała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) biorę tylko prysznic, więc się nie da.
      To nie pozerka stawia opór, bo fajnie się ją czyta, podoba mi się styl w jakim jest napisana, to inne rozpraszacze mnie od książki odciągają. Też się nie stresuję czytaniem i dzierganiem, ale jak już jest to wyzwanie to od czasu do czasu by się przydało o czymś nowym napisać.

      Usuń
    2. A dodałaś link ze zdjęciem do swojego wpisu, bo jakoś nie umiem znaleźć???

      Usuń
  17. A ja się czaję i czaję, a przecież i dziergam - i czytam. Ha - nawet kindelka zaposiadam!
    Mam nadzieję, że w końcu dołączę:)
    Buziaki, Madziu:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już czas najwyższy by przestać się czaić :-) Zapraszam w środę.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za komentarz!