Ktoś wpisując takie hasło trafił na mojego bloga.
Ale żebym to ja wiedziała, jak znielubić słodycze, to bym pewnie już bogata była ;-) a przede wszystkim chuda.
Przez ostatni rok udało mi się zrzucić 16 kg. Nie zobaczycie moich zdjęć w bikini ważącej 90kg ani teraz ważącej 74, ani w ogóle moich zdjęć w bikini, chociaż modne to ostatnio. Musicie mi po prostu uwierzyć na słowo, że zrzuciłam 16 kilo.
Udało mi się to dzięki diecie Paleo i właśnie niejedzeniu słodyczy. Ale to wcale nie znaczy, że ich nie lubię, niestety.
Jak więc przestać obżerać się słodyczami?
Po pierwsze, po prostu powiedzieć sobie - nie jem słodyczy. Tak wiem, banał, ale nie da się niczego zmienić w swoim życiu, jeśli nie będziemy naprawdę tego chcieli, nie będziemy przekonani, że tak ma być, że to jest dla nas najlepsze.
Po drugie, przestać jeść chleb i zboża. Mama niestety przekazała mi jeden ze swoich nawyków - wieczorne podjadanie chleba. A ponieważ chlebek zazwyczaj pięknie pachnie, to nie kończy się na jednej czy dwóch kromkach, szczególnie jak jest świeżutki i cieplutki. Chleb niestety nie ma zbyt wielu wartości odżywczych, a tylko rozpycha żołądek.
W moim przypadku jakoś to tak magicznie działa (o czym już pisałam tutaj), że jedzenie chleba wzmaga mój apetyt na słodycze.
Po trzecie, trzeba jeść tłusto. Skoro nie dostarczam sobie energii z węglowodanów, to muszę dostarczyć ją z tłuszczów. Oczywiście nikogo nie namawiam do wcinania smalcu w kostkach. Znowu do łask wrócił w moim domu rosół, bigos, kurczak pieczony ze skórką. Ale to nie znaczy, że zupa ma być z zasmażką. Mięso jem tylko z warzywami i jakoś nie mam ochoty już na deser, jak zazwyczaj po tradycyjnym obiedzie. A jak umawiam się z Wiolą na ciasto w Cafe Plaza, to po prostu nie jem obiadu i jeden kawałek ciasta mi wystarcza.
Po czwarte, najlepiej chodzić na zakupy po jedzeniu, a nie przed. A jeszcze lepiej wysyłać na zakupy męża. Na listę zakupów oczywiście nie wpisujemy żadnych słodyczy.
Po piąte, możecie jeszcze przypomnieć sobie moją listę Jak radzić sobie z ochotą na coś słodkiego.
Jak widzicie nie mam żadnych sztuczek, wszystko to są mniej lub bardziej znane sposoby. I są to sposoby, które działają na mnie. A wy macie swoje "sztuczki"? Podzielcie się ze mną, bo przede mną nowy "rzut" odchudzania.
Przy okazji robienia zdjęć czapki zaczętej podczas sobotniego spotkania, poprosiłam męża, by sfotografował mnie, tak jak zwykle chodzę do pracy, na kawę, na darta, bez upychania nadmiaru tłuszczu w obciskające gacie czy gorset, bez push-up'u i make up'u. Możecie zobaczyć moje wałeczki, tfu wielką oponę na brzuchu. I mam nadzieję, że za kilka miesięcy, może tygodni, będę mogła się Wam pokazać bez wałeczków.
bluzka: Reserved
spodnie: Wrangler
buty: Lasocki
zegarek: JVD
czapka: wyrób własny
I kilka słów na temat czapki - zrobiona z włóczki Malabrigo Twist, kolor Teal Feather 412, druty 4,00 oraz 5,00. Wzór z głowy. Jeśli miałybyście ochotę zrobić taką sobie taką czapkę, dajcie znać. Wzór w języku angielskim, jest opcja dwukolorowa.































