Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 października 2014

Jak znielubić słodycze?

Ktoś wpisując takie hasło trafił na mojego bloga.


Ale żebym to ja wiedziała, jak znielubić słodycze, to bym pewnie już bogata była ;-) a przede wszystkim chuda. 

Przez ostatni rok udało mi się zrzucić 16 kg. Nie zobaczycie moich zdjęć w bikini ważącej 90kg ani teraz ważącej 74, ani w ogóle moich zdjęć w bikini, chociaż modne to ostatnio. Musicie mi po prostu uwierzyć na słowo, że zrzuciłam 16 kilo. 


Udało mi się to dzięki diecie Paleo i właśnie niejedzeniu słodyczy. Ale to wcale nie znaczy, że ich nie lubię, niestety. 

Jak więc przestać obżerać się słodyczami?

Po pierwsze, po prostu powiedzieć sobie - nie jem słodyczy. Tak wiem, banał, ale nie da się niczego zmienić w swoim życiu, jeśli nie będziemy naprawdę tego chcieli, nie będziemy przekonani, że tak ma być, że to jest dla nas najlepsze. 



Po drugie, przestać jeść chleb i zboża. Mama niestety przekazała mi jeden ze swoich nawyków - wieczorne podjadanie chleba. A ponieważ chlebek zazwyczaj pięknie pachnie, to nie kończy się na jednej czy dwóch kromkach, szczególnie jak jest świeżutki i cieplutki. Chleb niestety nie ma zbyt wielu wartości odżywczych, a tylko rozpycha żołądek. 
W moim przypadku jakoś to tak magicznie działa (o czym już pisałam tutaj), że jedzenie chleba wzmaga mój apetyt na słodycze. 


Po trzecie, trzeba jeść tłusto. Skoro nie dostarczam sobie energii z węglowodanów, to muszę dostarczyć ją z tłuszczów. Oczywiście nikogo nie namawiam do wcinania smalcu w kostkach. Znowu do łask wrócił w moim domu rosół, bigos, kurczak pieczony ze skórką.  Ale to nie znaczy, że zupa ma być z zasmażką. Mięso jem tylko z warzywami i jakoś nie mam ochoty już na deser, jak zazwyczaj po tradycyjnym obiedzie. A jak umawiam się z Wiolą na ciasto w Cafe Plaza, to po prostu nie jem obiadu i jeden kawałek ciasta mi wystarcza.


Po czwarte, najlepiej chodzić na zakupy po jedzeniu, a nie przed. A jeszcze lepiej wysyłać na zakupy męża. Na listę  zakupów oczywiście nie wpisujemy żadnych słodyczy. 


Po piąte, możecie jeszcze przypomnieć sobie moją listę Jak radzić sobie z ochotą na coś słodkiego. 

Jak widzicie nie mam żadnych sztuczek, wszystko to są mniej lub bardziej znane sposoby. I są to sposoby, które działają na mnie. A wy macie swoje "sztuczki"? Podzielcie się ze mną, bo przede mną nowy "rzut" odchudzania. 


Przy okazji robienia zdjęć czapki zaczętej podczas sobotniego spotkania, poprosiłam męża, by sfotografował mnie,  tak jak zwykle chodzę do pracy, na kawę, na darta, bez upychania nadmiaru tłuszczu w obciskające gacie czy gorset, bez push-up'u i make up'u.  Możecie zobaczyć moje wałeczki, tfu wielką oponę na brzuchu. I mam nadzieję, że za kilka miesięcy, może tygodni, będę mogła się Wam pokazać bez wałeczków.


bluzka: Reserved
spodnie: Wrangler
buty: Lasocki
zegarek: JVD
czapka: wyrób własny 


I kilka słów na temat czapki - zrobiona z włóczki Malabrigo Twist, kolor Teal Feather 412, druty 4,00 oraz 5,00. Wzór z głowy.  Jeśli miałybyście ochotę zrobić taką sobie taką czapkę, dajcie znać. Wzór w języku angielskim, jest opcja dwukolorowa. 



piątek, 8 listopada 2013

Co to ja chciałam dzisiaj ...

Najpierw chciałam napisać po raz kolejny o odchudzaniu. Chyba dojrzałam do wzięcia się za siebie i dietę. Moja waga osiągnęła masę krytyczną. Jeszcze nigdy tyle nie ważyłam.
Wracam do Dukana - nie jest to pewnie najlepsza z diet, ale jak dla mnie najprostsza.
Tak więc od wczoraj - jajka, rybki, filety z kurczaka plus trochę nabiału.



Humoru wcale mi nie poprawiły rewelacje z Sejmu. Pewnie, że nie można się było spodziewać czegoś innego.


I nawet nie chodzi o to czy te 6 latki powinny iść do szkoły czy nie, a o to, że władza nie liczy się z obywatelem. Poza tym zupełnie nie wiem dlaczego inspirujemy się tak zachodem i staramy się nasz system edukacji upodobnić do systemu np. angielskiego, który przecież się nie sprawdza - największy odsetek ciężarnych nastolatek, młodzieży która kończy edukację w wieku 16 lat.

Dlaczego nie przyjrzeć się systemowi jaki  jest w Finlandii?

Ponieważ obrazek jest mały, można zajrzeć tutaj

Mi najbardziej odpowiada, że dzieci nie są prawie oceniane i poddawane testom, a i tak osiągają rewelacyjne wyniki. Nie uczy się ich rywalizacji, zazdrości, a uczy się ich samooceny i wzmacniania własnej wartości. Poszukuję się tego co dzieci lubią, w czym są dobre i się to wzmacnia, w naszej szkole wskazuje się i podkreśla słabości i wady dziecka. Jako nauczyciel zawsze mam dylemat jak np. oceniać mówienie po angielsku 6 - 7 latków skoro duża część z nich poprawnie nie mówi jeszcze po polsku. Jako matka zawsze jestem źle oceniana, bo pozwalam swoim dzieciom podążać za ich zainteresowaniami, a nie każę  zadowalać wszystkich nauczycieli.


A tak dla poprawy własnego humoru postanowiłam pokazać Wam co robię od czasu do czasu - dewastuje książki.


Kiedy syn to zobaczył to stwierdził, że na tym urlopie (zdrowotnym) to strasznie mi się nudzi. Gdyby mi się nudziło to pewnie bym lizała mieszkanie  do błysku.


Mąż tylko zapytał czy przeczytałam te książki.  Pewnie, że przeczytałam.


Zresztą to tylko kilka książek. Bardzo proste formy.


Teraz poszukuję książek z twardymi okładkami i zszywanymi stronami do robienia bardziej fikuśnych "instalacji".


 Jeśli chcielibyście spróbować zrobić coś takiego to na youtubie są filmiki z instrukcjami. Wystarczy wpisać "folded book art".


A wy? Uważacie, że to profanacja książek czy może ich drugie życie? 


PS. Tutaj można pooglądać prawdziwy BOOK ART, dla mnie bomba.

czwartek, 19 maja 2011

Próżnośc wpędziła mnie do dołka

Tak, stanęłam dziś na wadze i co widzą moje oczy - 76 kg.
Czyli tyle co w zeszłym roku zanim zaczęłam się odchudzac.

Od Bożego Narodzenia sukcesywnie było mnie więcej - stopniowo ulubione spodnie, które mąż mi kupił by uczcic osiągnięcie 63 kg, zaczęły byc coraz ciaśniejsze.

Jak mogłam do tego doprowadzic?
To proste - jestem CZEKOLADOHOLICZKĄ I OBŻARTUCHEM.

A do tego od 3 lat całkowicie zapomniałam o ruchu, bo ciągle mi wolnego czasu szkoda na inne rzeczy niż robótki.

Ech, nie nawiedzę się odchudzac, ale muszę coś z tym zrobic.
Powinnam była wyrzucic wszystkie za duże ciuchy jak tylko schudłam.

No i tak teraz będę rozpaczac z powodu własnej próżności - wiem, że są większe problemy, np. miejsce na liście wyborczej.
Ech to już chyba wolę swój kłopot z nadmiarem kilogramów.

piątek, 20 sierpnia 2010

O diecie

Jestem w stolicy i mam internet ;-), więc piszę...

Bardzo serdecznie dziękuję Wam wszystkim za komplementy dotyczące moich chust i frywolitkowych zakładeczek, a także te dotyczące mojego wyglądu.

To prawda, schudłam kilka kilogramów, ale niestety satysfakcji mi to zbyt dużej nie przysporzyło.

Dlaczego?

Od miesiąca nie schudłam ani deczko, a nawet jest gorzej, bo te upragnione 67 to tylko kilka dni widziałam, a najczęściej na wadzę widzę 68.
Jestem cały czas na diecie, na pewno popełniam błędy, ale mam już dośc.
Jednym z błędów jest na pewno to, że nawet w dni PW jadam niezbyt urozmaicone posiłki - szczególnie dotyczy to warzyw, tzn. jem ich niewiele. Poza tym na skutek upałów nie chciało mi się prawie w ogóle jeśc.

Mam jednak już dośc i postanowiłam (mimo iż to dopiero połowa drogi) przejśc już na 3 fazę i przede wszystkim dodac do diety troszkę owoców i niewielkie ilości pieczywa.
Może to i kapitulacja. Pewnie za wcześnie się poddaję, trudno.

niedziela, 11 lipca 2010

Dawno nie uaktualniałam swojego suwaczka

I dzisiaj przyszedł czas, bo są efekty diety i biegania po Warszawie.
Przekroczyłam magiczną 70 i ważę 69 kg czyli o 7 kg mniej niż 4 tygodnie temu. W ciągu ostatniego tygodnia spadło mi aż 2,5 kg.
Wchodzę w spodnie, które nosiłam ostatnio jeszcze przed erą mojej córeczki Judyty.
A od dzisiaj mogę poszaleć, bo teraz jestem w fazie proteinowo-warzywnej. Chociaż tak naprawdę to nie mam czasu dogadzać swojemu podniebieniu.

Dzisiaj tylko chciałam się pochwalic efektami diety.
Twój Strażnik wagi

Pozdrawiam Was serdeczni

Makneta

piątek, 2 lipca 2010

Opadły mi skrzydła...

Cała wyprawa do Warszawy stanęła pod znakiem zapytania.
Julek dostał wczoraj wieczorem wysokiej gorączki. Miał zapuchniętą buzię, więc pierwsza moja myśl - świnka.
W nocy biedak nie mógł za bardzo spać.
Rano wciąż miał wysoką temperaturę, ale opuchlizna zeszła - może to było tylko od gorączki.
Ale nie ma żadnych innych objawów.
Problem w tym, że on ani nie powie, ani nie pokaże, że coś go boli.



Ze spraw drobnych, to odkurzyłam wczoraj bloga kulinarnego i zamierzam tam zamieszczac wypróbowane przeze mnie przepisy z diety dr Dukana.

Obiaaaaaaaad!


Jeszcze dzisiaj wrzucę przepis na sernik.

Troszkę zaczęłam się martwic, że jednak bardzo powoli spada mi waga, a można nawet powiedzieć, że się zatrzymała. Ponoć za dużo nabiału w diecie. Spróbuję ograniczyć i jeść więcej mięsa i ryb. Teraz zresztą mam dni białkowo-warzywne, więc zamiast podjadać jogurty będę zajadać się ogórki ;-)
Chociaż muszę przyznać, że jakoś apetyt mi się zmniejszył ;-)

wtorek, 29 czerwca 2010

Jestem z siebie dumna...

Dumna - to może za dużo powiedziane, ale zadowolona - na pewno.

Wczoraj miałam zły dzień, może nie taki bardzo zły, ale jedno wydarzenie rodzinne zachwiało mną całkowicie. Zazwyczaj w takiej sytuacji rzuciłabym się na czekoladę (nie to, że nie było w domu - babcia obdarowała ostatnio dzieci aż nadto), albo na ptasie mleczko, a potem jeszcze bym dogryzła połową chleba.
W złości jedynie zjadłam 5 mufinek - dzienny limit to 3, ale to i tak lepiej niż czekolada lub zwykły chleb.

Niestety nie zdążyłam cyknąć fotki moim mufinkom, więc dzisiaj tylko sam przepis.

Mufinki (można jeść zamiast pieczywa z wędliną lub same, ew. jeśli dodamy słodzika można zjeść na deser)

* 3 jajka
* 1 białko
* 4 łyżki otrąb owsianych
* 2 łyżki otrąb pszennych
* łyżeczka proszku do pieczenia
* 3 łyżki serka homogenizowanego bez tłuszczu lub jogurtu naturalnego 0%


1. Otręby mielimy - można w młynku do kawy. W sekrecie Wam napiszę, że się poleniłam i nie mieliłam.
2. Mieszamy wszystkie składniki - ja najpierw lekko ubijam jajka, a dopiero potem wrzucam resztę.
3. Przekładamy masę do foremki na mufinki (użyłam foremki do babeczek świątecznych)
4. Pieczemy 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.
5. 3 sztuki chowamy na drugi dzień.


Poza tym szyję - jedziemy w sobotę a ja staram się skompletować ubranka dla Judyty.

Dzisiaj prezentuję 2 sukienki


Pierwsza uszyta z materiałów z kolekcji Frolic wg instrukcji z netu. Do marszczenia karczku używałam nitki-gumki, ale nie z pasmanterii a dawno kupionej w Lidlu lub jeszcze Plusie w całym zestawie. Niestety gumka szybko się kończy, a dostępna u nas w pasmanterii nie nadaje się do niczego.



Edit: Tę sukieneczkę szyłam wg tutoriala Playful days doublelayer top or dress z tym, że u mnie nie ma dwóch warstw materiału w spódniczce, a po prostu na dole doszyłam pasek tego samego koloru co w części górnej.
Zamiast nitki- gumki, można użyc nitki kapeluszowej.

Druga jest zrobiona na wzór sukieneczki kupionej w H&M (od miesiąca mamy w mieście galerię handlową)



Serdecznie dziękuję za wszystkie miłe komentarze dotyczące mojej Anielicy. Oczywiście nie wszystkim musi się podobać Tilda i tildomania i śmiało można o tym pisać, nie jestem fanatyczką ;-)
Poza tym nie wiem dlaczego tego typu aniołki mają tylko oczy, a nie mają noska i ust, jest jeszcze inny wzór szycia aniołków - z wystającym nosem, może następnym razem wypróbuję właśnie takiego.
Ale na razie nie mam czasu na szycie takich drobiazgów. Chciałabym uszyć jeszcze jakiś ciuszek dla córki przed wyjazdem, a ze sobą zabieram co najwyżej kłębek włóczki i druty.

piątek, 25 czerwca 2010

Anioł nr 1

Też uległam "tildomanii" ;-)
W sumie to Tildami jestem zauroczona od ponad roku, nawet jedną zrobiłam - grubą plażowiczkę, o przepraszam, jeszcze gdzieś tam czeka na wykończenie królik bez ubranka :-(
Chciałam szyć anioły i laleczki już wcześniej, tylko, że wciąż odwlekałam ten moment.
Aż wreszcie wczoraj doszłam do wniosku, że zamiast kwiatków dla wychowawczyni mojego dziecka, które kończy szkołę zrobię ANIOŁA.
Może nie jest perfekcyjny, moi panowie orzekli, że nie w ich guście, więc wahałam się do ostatniej chwili czy go podarować.
Finału nie będzie, bo Pani nie oglądała przy dzieciach prezentu, więc nie znana jest jej reakcja (jaka by nie była, trudno - mama nadzieję, że trafiłam na osobę, która lubi prace handmade).
No dobrze, już kończę gadać, proszę Was o ocenę. Mogę szyć następne? Czy strata czasu?





Co do diety to cały czas trwam. Nie straciłam do tej pory za dużo, bo tylko ok. 3 kg, ale pocieszające jest to, że mieszczę się w letnie spodnie, w których ostatnio chodziłam 3 lata temu, a zimą gdy ważyłam 72, czyli ciut mniej niż obecnie, nie udało mi się ich zapiąć w pasie, a drugie też już prawie, zapinam się, tylko za dużo sadełka wisi nad pasem. W każdym bądź razie efekty są.

Poprzednie posty napisałam, żeby pokazać, że owszem to nie jest takie łatwe, że tak naprawdę najtrudniej jest poradzić sobie z głową - czyli z myśleniem o jedzeniu.
To niesprawiedliwe, że nas "łakomczuchów" nie traktuje się poważenie. Do większości jedzenia dodawane są substancje wzmagające apetyt, nawet zwykły cukier jest prawie we wszystkim (nawet w wędlinach). Jest to sposób na nakręcanie sprzedaż, a ty potem człowieku się martw i słuchaj, że przecież to tylko twoja wina, że jesteś otyły, że masz problemy z nadmiernym apetytem, że lecisz za czekoladą, czipsami jak pies za kiełbasą.
Alkoholik, palacz - przecież oni nie są sobie winni - to są nałogi, poza tym trudne życie, rodzina, środowisko, oni tacy biedni są.

To taki moje osobiste wynurzenia, nie podparte naukowymi badaniami ;-)

A dzisiaj jeszcze ostatni dzień fazy proteinowo-warzywnej i proponuję
Kurczaka z papryką (dla 4 osób)



* 1kg piersi kurczaka
* 2 papryki (najlepiej zielona i czerwona)
* słoik pędów bambusa
* cebula
* ząbek czosnku
* świeża mięta
* 2 gałązki świeżej kolendry
* 2 łyżki sosu sojowego
* świeży imbir

1. Kurczaka kroimy w paski (czym drobniej pokrojone tym szybciej usmażone), przekładamy do miseczki, wyciskamy ząbek czosnku, siekamy świeże zioła, dodajemy utarty imbir i 2 łyżki sosu sojowego, mieszamy mięso z przyprawami, przykrywamy i wstawiamy na 2h do lodówki.
2. Po 2 godzinach mięso odsączamy od marynaty (marynata będzie jeszcze potrzebna). Kroimy paprykę i cebulę w paseczki.
3. Wrzucamy cebulę na rozgrzaną patelnię (wok byłby idealny) - można dodać 2 krople oleju, podsmażamy cebulkę, wrzucamy mięso i smażymy ok. 5 minut.
4. Wrzucamy paprykę - smażymy 2 minuty, po tym czasie dodajemy odsączoną wcześniej od mięsa marynatę, znowu smażymy ok. 2-3 minut i wrzucamy odsączone pędy bambusa.
Po kolejnych 2 minutach danie jest gotowe.

Dwie uwagi do tego danie: naprawdę trzeba przestrzegać tak krótkiego czasu, w przeciwnym razie nie czuć smaku ziół; najlepiej jest używać świeżych ziół, ale jak nie miałam mięty i kolendry to po prostu użyłam suszonej mięty z herbatki miętowej, a kolendrę - roztłukłam moździerzem ziarna i też wyszło dobrze.

W drugiej fazie można jeść praktycznie wszystkie warzywa OPRÓCZ STRĄCZKOWYCH (nawet świeży zielony groszek czy bób odpadają) i awokado.

Tak więc nie jest źle.
Powodzenia życzę wszystkim walczącym z nałogiem jedzenia.

środa, 23 czerwca 2010

Ratunkuuuuuuuuuu

Jem jak smok, piję jak smok!!!!

Po głowie cały czas chodzi mi coś słodkiego.

Od kilku dni próbuję przerobić włóczkę cieniowaną na chustę i po kilku zmarnowanych wieczorach doszłam do wniosku, że nie umiem z takiej włóczki dziergać - żaden wzór mi się nie podoba - ani ażuru ani nupków nie widać. Postanowiłam dać sobie spokój i wziąć się za coś innego.
Tu jednak komputer mi odmówił posłuszeństwa i nie mogłam wydrukować potrzebnych wzorów. Chyba załapałam wirusa i teraz czyszczę. Nie udało mi się poprawić sobie nastroju.

A poza tym podjęłam dzisiaj szybką decyzję, zapisałam Julka na trening słuchowy metodą Tomatisa - myślę, że z korzyścią dla niego, ale znowu wymaga mojego, tzn. naszego wyjazdu do Warszawy i już strach mnie ogarnia, że przez kilka tygodni będę sama z dziećmi w wielkim mieście. Tym razem będą dwa dodatkowe utrudnienia - Julek będzie miał tylko 2 godziny zajęć dziennie, a Judytka nie jeździ już wózkiem, więc ciężej będzie ją spacyfikować. Będę musiała jakoś zapełnić dzieciom cały dzień.
I do tego najprawdopodobniej będę odcięta od świata, tzn. od internetu, bo w komórce mam wyłączoną funkcję, a laptopa nie posiadam.


Oczywiście na tę terapię możemy sobie pozwolić tylko dzięki Waszemu wsparciu i przekazywaniu 1% na konto Julka w fundacji. Dziękujemy bardzo serdecznie.

A przed wyjazdem muszę jeszcze sporo spraw pozamykać - nie wiem jak dam radę. Znowu piszę dwa projekty - może tym razem coś się uda wyrwać dla Stowarzyszenia - chociaż tym razem chodzi o dużo mniejsze pieniądze. I muszę dopiąć festyn, który się odbędzie wprawdzie dopiero w sierpniu, ale wiadomo przygotowania trzeba poprowadzić dużo wcześniej.

I jeszcze drobne ogłoszenie
Szukam sponsorów dla Stowarzyszenia

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Motywacja do odchudzania

Mam na imię Magda i jestem czekoladohoikiem.

Od wielu lat miałam już więcej kilo niż chciałabym, ale która z nas jest zadowolona ze swojej wagi. Dopiero po powrocie z Warszawy wzięło i przytyło mi się 18 kg w ciągu zaledwie 2-3 miesięcy. Miałam doła, a poza tym dramatycznie zmieniłam tryb życia:
Po pierwsze przestałam karmić piersią mojego smoka;
Po drugie najdłuższą trasą jaką pokonywałam było przejście na drugą stronę ulicy do sklepu, a i to rzadko, bo nie miałam siły ruszać się z domu.
Widziałam, że źle wyglądam, zwiększył mi się rozmiar z 40/42 do 44/46. Ale nie robiło to na mnie różnicy.
Co mnie zmotywowało by w zeszłym roku zacząć batalię z kilogramami
1. wizja powrotu do pracy - co niektórzy śmiali się, że dzieci będą mnie pytały o wf, bo nie będę w stanie nałożyć na siebie niczego innego niż spodnie dresowe.
2. mam dość tego, że wszyscy patrzą na mój wystający brzuszek z pytaniem, a ty znowu w ciąży? w dzisiejszych czasach tyle dzieci to patologia i skrajna nieodpowiedzialność!
3. od zeszłego roku marzę o wydzierganiu sobie sukienki znanej przez dziewiarki jako Escada Sport
O takiej o to:

4. bolą mnie nogi od nadmiaru kilogramów, mam skłonności do żylaków, a latem to już po prostu masakra jest.

Niestety z motywacją u mnie jest krucho. Czasami wystarczy zapach, czasami informacja, że koleżanka, która pięknie i szybko traci na wadze zawsze w chwili napadu apetytu sięga po papierosy (nigdy nie paliłam). Częściej po prostu stres, ból głowy, chęć poprawienia sobie nastroju - u mnie do tej pory niezawodnym sposobem na to była czekolada. Teraz muszę sobie znaleźć inny sposób.

Od dzisiaj zaczęłam etap II fazy oficjalnie - czyli 5 dni diety proteinowo-warzywnej. Miałam pociągnąć na samych proteinach do środy, ale dzisiaj strasznie, ale to strasznie zachciało mi się pomidorów. Poza tym znudziły mi się już wszystkie produkty do tej pory zjadane, a jak na złość chciało mi się jeść. Wypiłam morze wody i coli.
Jutro mam zamiar przygotować kurczaka z kolendrą i miętą. Świeże zioła już w pogotowiu.

sobota, 19 czerwca 2010

Abrazo na płocie


Nie mam manekina, więc na pierwszy ogień poszła furtka :-)

Na drugi siatka druciana a za nią malowniczy widok na ruderę zwaną zabytkiem z czasów carskiej Rosji.



I jeszcze na mnie.


Szal skończyłam jeszcze w maju, ale musiał nabrać mocy urzędowej.

Troszkę dzisiaj wiało, więc ciężko było zrobić fotki.


I postanowiłam wystawić go na Allegro. Robię to po raz pierwszy.
Nieśmiało zapraszam do licytacji TUTAJ


Dzisiaj mija szósty dzień mojej diety - cały czas jestem na Protalu i mam zamiar dociągnąć tak do środy. Potem zacznę 5 dni proteinowo-warzywnych.

W dietowaniu zawsze problemem jest (przynajmniej dla mnie) pogodzenie gotowania dietetycznego z gotowaniem dla całej rodzinki. Tym razem jednak mam nadzieję, że rodzinka też skorzysta, bo mięsko przyrządzam w ten sam sposób dla wszystkich - oni po prostu jedzą do tego warzywa i ryż, makaron lub ziemniaki.
Poza przepisami z książek Dukana staram się modyfikować dotychczasowe przepisy.

Kotlety mielone pieczone (u mnie dla 6 osób)

* kg wołowiny
* 2-3 łyżki otrąb owsianych
* 2 jajka
* cebula - drobno posiekana, ew. starta na tarce lub zmielona razem z mięsem
* sól
* koperek lub natka pietruszki (mogą być suszone)

1. otręby owsiane zalewam ciepłą wodą i pozostawiam na kilkanaście minut, aby spęczniały;
2. dodaję mięso, jajka, cebulę i przyprawy, wszystko mieszam dokładnie;
3. formuję okrągłe kotleciki i układam na blaszce (blaszki nie smaruję tłuszczem)
4. piekę ok. 40-45 minut w 200 stopniach celcjusza.

Pierś indyka pieczona

Pierś indyczą skrapiam sokiem z cytryny, wcieram sól i posypuję ziołami prowansalskimi. Wkładam do torebki foliowej przeznaczonej do pieczenia.
Piekę w piekarniku ok. 1 i 15 minut. Należy pamiętać, że wkładamy mięso do gorącego piekarnika nagrzanego do nie więcej niż 200 stopni, kratka lub blacha na której kładziemy folię nie może być nagrzana, a w folii należy zrobić kilka dziurek, w przeciwnym razie pęknie w czasie pieczenia.

Pierś można podawać z sosem z jogurtowo-musztardowym.
Mały jogurt naturalny bez cukru wymieszać z 1 łyżeczką musztardy, przyprawami (można dodać koperek).



środa, 16 czerwca 2010

I faza - uderzeniowa

Nie spodziewałam się, aż tak licznego wsparcia. Bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Dla zainteresowanych osób napiszę, że dieta ta dzieli się na 4 fazy:
I - uderzeniowa, w której jemy praktycznie same proteiny - czyli mięsa, ryby, nabiał, ale zawierające bardzo mało tłuszczu - do 5 %.

II - gdzie dni proteinowe przeplatają się z dniami proteinowo-warzywnymi

III - utrwalanie wagi - można stopniowo wprowadzać np. owoce, sery żółte, warzywa strączkowe, a także zjadać 2 królewskie posiłki w tygodniu

IV - stabilizacja, która powinna trwać już na zawsze jeśli nie chcemy dopuścić do efektu jo-jo - głównie charakteryzuje się proteinowym czwartkiem ;-)

Każda osoba, która chciałaby odchudzać się na "Dukanie" powinna zapoznać się z książką "Nie potrafię schudnąć", która jest pierwszą książką dr Dukana. Ja jednak na początku kupiłam to co było najłatwiej znaleźć na półce w Empiku



Minusem tej książki jest niewielka liczba przepisów, a te które są nie bardzo przystają do polskich realiów żywieniowych - powiedziałabym, że są bardzo wykwintne, ale dużym plusem są tabelki produktów, które można spożywać w każdej fazie.

Chciałam zrobić skan produktów dozwolonych w pierwszej fazie, ale skaner nie chce ze mną współpracować - albo inaczej rzecz ujmując odezwały się moje geny blondynki lub skaner nie chodzi po sieci.

To co jeść w fazie 1? (przepiszę)
Mięsa:
eskalopki cielęce
konina
królik
ligawa
pieczeń cielca
polędwica wołowa
rostbef
stek mielony (max. 10% tłuszczu)
stek wołowy
żeberka cielęce(bez skóry)
Podroby
nereczki cielęce
ozorek cielęcy
ozorek jagnięcy
wątróbka cielęca
wątróbka drobiowa
Wędliny
suszone mięso z Grisons
Szynka wieprzowa
szynka z indyka
szynka z kurczaka
- powinny to być wędliny odtłuszczone (może w dużych miastach można takie kupić, nie wiem)
Ryby
Barwena
Czarniak
Dorada
Dorsz
Gardłosz atlatycki
Halibut
Halibut wędzony
Labraks
Limanda (flądra)
Łosoś
Łosoś wędzony
Łupacz
Makrela
Melan
Mieczyk
Morszczuk
Płaszczka
Sardynka
Sola
Strzępiel
Surimi - "bardzo praktyczne w użyciu, łatwe do wzięcia ze sobą do pracy czy w podróż" - cytat również z książki str. 33
Tępogłów
Tuńczyk
Tuńczyk w sosie własnym w konserwei
Turbot
Owoce morza wybaczncie nie będę wypisywać, bo nie jadam, ale nie ma na liście żadnych zakazanych więc można śmiało wszystkie
Drób
Bażant
Gołąb
Indyczę
Indyk
Kura (bez skóry)
Kurczak
Kuropatwa
Perliczka
Przepiórka
Stek ze strusia

Jajka
jajka kurze
jajka przepiórcze

Nabiał
Chude mleko
Chudy biały ser
Chudy serek wiejski
Jogurty naturalne i aromatyzowane słodzikiem bez tłuszczu
Serki homogenizowane bez tłuszczu
Serki topione w kostkach bez tłuszczu

Przyprawy wpiszę następnym razem (może już mi się uda zamieścić skan)
I jeszcze parę informacji o fazie I

Produkty nie mogą być smażone na tłuszczu, tylko na patelni teflonowej lub grilowane, gotowane, przygotowywane na parze i oczywiście pieczone też bez tłuszczu. Można używać oleju parafinowego z apteki, ale mi jakoś nawet nie chce się o nim myśleć, a co dopiero używać.

Poza tym obowiązkowo należy zjeść 2 łyżki otrąb owsianych - można pod postacią placków, albo jako dodatek do jogurtu lub pulpetów z mięsa mielonego. I wypijać ok. 1.5 litra napojów - czyli mleka, herbaty, kawy i wody. Do picia trzeba naprawdę się przekonać, ponieważ dieta ta na dłuższą metę jest niebezpieczna dla nerek. "Trawienie protein związane jest z uwalnianiem dużych ilości ubocznych produktów przemiany materii w postaci kwasu moczowego. Aby go usunąć z organizmu, należy pić odpowiednią ilość wody."

Faza ta może trwać od 3 do 10 dni w zależności od tego ile chcemy zgubić kg.

I jeszcze kilka moich uwag z poprzedniej próby - w moim przypadku najszybciej efekty było widać niestety na biuście i na twarzy, chociaż nie powiem, talię też zaczynałam mieć ;-)
Ale w pewnym wieku - tak po 30-tce to odchudzanie pozostawia duży ślad właśnie na twarzy. Skóra nie regeneruje się tak ładnie jak wcześniej i zaczynają się pogłębiać zmarszczki. Dlatego chyba lepiej chudnąć wolniej i poświęcić trochę czasu na wmasowywanie kremów w twarz, szyję, dekolt. (resztę można schować pod ubraniem ;-)

Ale tak naprawdę to dodatkowo polecam masaż podczas codziennego prysznica - sama o nim zapominam, a przecież zajmuje tylko kilka chwil. Należy się zaopatrzyć w dwie sizalowe rękawice i nimi masować ciało podczas mycia się - do czerwoności - szczególnie brzuch i uda. Dodatkowo można robić sobie szczypanki - dobre na skórę na brzuchu. Bierzemy fałdek skóry w dwa palce, ale nie opuszkami palców, tylko zginamy paluszki w haczyk. Podciągamy skórę do góry i lekko ją przy tym obracając. To takie szczypanki z zakrętasem są. Dobrze jest robić to po kole.
Zbliżają się wakacje - mam zamiar pamiętać o tych masażach.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za wsparcie, a osoby zastanawiające się nad dietą zachęcam serdecznie.

wtorek, 15 czerwca 2010

Po raz enty ...........

jestem na diecie. Niestety to co udało mi się zrzucić zimą wróciło - no może nie całkiem, ale nie ważę już 72 kg jak to na moim suwaczku jest pokazane, a 76 (wagą wyjściową było 78 w styczniu). A tak naprawdę, to w zeszłym roku zimą ważyłam aż 85 kg. Część straciłam podczas dwóch podejść do diety dr Dąbrowskiej.
Tym razem po raz drugi zaczynam dietę Dukana.

Zaczęłam wczoraj. I faza, to terapia szokowa. Same białko - powinno być w jak najczystszej postaci, jak najmniej tłuszczu, z węglowodanów za to obowiązkowo 2 łyżki otrąb owsianych.
Moja dieta oscyluje więc wokół:
* białego sera 0%
* serka wiejskiego lekkiego
* jogurtu naturalnego 0%
* jajek
* surimi
* wędzonej piersi indyka
* śledzia
* kawy i wody

A dzisiaj na śniadanko zjadłam dukanowskie placki - chleb może nie istnieć.

Teraz niestety będę was zanudzać moją dietą, bo strasznie potrzebuję mobilizacji.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

O jedzeniu...

a raczej o nie jedzeniu dzisiaj będzie.

Kolejny raz zaczynam się odchudzać. Obrałam dietę dr Dąbrowskiej.
Pierwsza faza oczyszczenia powinna trwać 6 tygodni, jeszcze nigdy mi się nie udało wytrwać dłużej niż 2. W tej fazie je się tylko warzywa i owoce bez dodatku nabiału, tłuszczu, mięsa czy też węglowodanów.

Tak więc dzisiaj dzień zaczęłam od jabłka, banana i kawy. Od razu przyznaję, że to nie jest do końca zgodne z przykazaniami, bo kawa powinna pójść w odstawkę.

Najgorzej jest zwykle wieczorem, bo wtedy chce mi się najbardziej jeść z zimna. Pewnie będę musiała zacząć chodzić wcześniej spać ;-)

Mam do zrzucenia duuuuuuuuuuużo kilogramów, ale ile to na razie cicho sza.