Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dukan faza II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dukan faza II. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 czerwca 2010

Anioł nr 1

Też uległam "tildomanii" ;-)
W sumie to Tildami jestem zauroczona od ponad roku, nawet jedną zrobiłam - grubą plażowiczkę, o przepraszam, jeszcze gdzieś tam czeka na wykończenie królik bez ubranka :-(
Chciałam szyć anioły i laleczki już wcześniej, tylko, że wciąż odwlekałam ten moment.
Aż wreszcie wczoraj doszłam do wniosku, że zamiast kwiatków dla wychowawczyni mojego dziecka, które kończy szkołę zrobię ANIOŁA.
Może nie jest perfekcyjny, moi panowie orzekli, że nie w ich guście, więc wahałam się do ostatniej chwili czy go podarować.
Finału nie będzie, bo Pani nie oglądała przy dzieciach prezentu, więc nie znana jest jej reakcja (jaka by nie była, trudno - mama nadzieję, że trafiłam na osobę, która lubi prace handmade).
No dobrze, już kończę gadać, proszę Was o ocenę. Mogę szyć następne? Czy strata czasu?





Co do diety to cały czas trwam. Nie straciłam do tej pory za dużo, bo tylko ok. 3 kg, ale pocieszające jest to, że mieszczę się w letnie spodnie, w których ostatnio chodziłam 3 lata temu, a zimą gdy ważyłam 72, czyli ciut mniej niż obecnie, nie udało mi się ich zapiąć w pasie, a drugie też już prawie, zapinam się, tylko za dużo sadełka wisi nad pasem. W każdym bądź razie efekty są.

Poprzednie posty napisałam, żeby pokazać, że owszem to nie jest takie łatwe, że tak naprawdę najtrudniej jest poradzić sobie z głową - czyli z myśleniem o jedzeniu.
To niesprawiedliwe, że nas "łakomczuchów" nie traktuje się poważenie. Do większości jedzenia dodawane są substancje wzmagające apetyt, nawet zwykły cukier jest prawie we wszystkim (nawet w wędlinach). Jest to sposób na nakręcanie sprzedaż, a ty potem człowieku się martw i słuchaj, że przecież to tylko twoja wina, że jesteś otyły, że masz problemy z nadmiernym apetytem, że lecisz za czekoladą, czipsami jak pies za kiełbasą.
Alkoholik, palacz - przecież oni nie są sobie winni - to są nałogi, poza tym trudne życie, rodzina, środowisko, oni tacy biedni są.

To taki moje osobiste wynurzenia, nie podparte naukowymi badaniami ;-)

A dzisiaj jeszcze ostatni dzień fazy proteinowo-warzywnej i proponuję
Kurczaka z papryką (dla 4 osób)



* 1kg piersi kurczaka
* 2 papryki (najlepiej zielona i czerwona)
* słoik pędów bambusa
* cebula
* ząbek czosnku
* świeża mięta
* 2 gałązki świeżej kolendry
* 2 łyżki sosu sojowego
* świeży imbir

1. Kurczaka kroimy w paski (czym drobniej pokrojone tym szybciej usmażone), przekładamy do miseczki, wyciskamy ząbek czosnku, siekamy świeże zioła, dodajemy utarty imbir i 2 łyżki sosu sojowego, mieszamy mięso z przyprawami, przykrywamy i wstawiamy na 2h do lodówki.
2. Po 2 godzinach mięso odsączamy od marynaty (marynata będzie jeszcze potrzebna). Kroimy paprykę i cebulę w paseczki.
3. Wrzucamy cebulę na rozgrzaną patelnię (wok byłby idealny) - można dodać 2 krople oleju, podsmażamy cebulkę, wrzucamy mięso i smażymy ok. 5 minut.
4. Wrzucamy paprykę - smażymy 2 minuty, po tym czasie dodajemy odsączoną wcześniej od mięsa marynatę, znowu smażymy ok. 2-3 minut i wrzucamy odsączone pędy bambusa.
Po kolejnych 2 minutach danie jest gotowe.

Dwie uwagi do tego danie: naprawdę trzeba przestrzegać tak krótkiego czasu, w przeciwnym razie nie czuć smaku ziół; najlepiej jest używać świeżych ziół, ale jak nie miałam mięty i kolendry to po prostu użyłam suszonej mięty z herbatki miętowej, a kolendrę - roztłukłam moździerzem ziarna i też wyszło dobrze.

W drugiej fazie można jeść praktycznie wszystkie warzywa OPRÓCZ STRĄCZKOWYCH (nawet świeży zielony groszek czy bób odpadają) i awokado.

Tak więc nie jest źle.
Powodzenia życzę wszystkim walczącym z nałogiem jedzenia.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Motywacja do odchudzania

Mam na imię Magda i jestem czekoladohoikiem.

Od wielu lat miałam już więcej kilo niż chciałabym, ale która z nas jest zadowolona ze swojej wagi. Dopiero po powrocie z Warszawy wzięło i przytyło mi się 18 kg w ciągu zaledwie 2-3 miesięcy. Miałam doła, a poza tym dramatycznie zmieniłam tryb życia:
Po pierwsze przestałam karmić piersią mojego smoka;
Po drugie najdłuższą trasą jaką pokonywałam było przejście na drugą stronę ulicy do sklepu, a i to rzadko, bo nie miałam siły ruszać się z domu.
Widziałam, że źle wyglądam, zwiększył mi się rozmiar z 40/42 do 44/46. Ale nie robiło to na mnie różnicy.
Co mnie zmotywowało by w zeszłym roku zacząć batalię z kilogramami
1. wizja powrotu do pracy - co niektórzy śmiali się, że dzieci będą mnie pytały o wf, bo nie będę w stanie nałożyć na siebie niczego innego niż spodnie dresowe.
2. mam dość tego, że wszyscy patrzą na mój wystający brzuszek z pytaniem, a ty znowu w ciąży? w dzisiejszych czasach tyle dzieci to patologia i skrajna nieodpowiedzialność!
3. od zeszłego roku marzę o wydzierganiu sobie sukienki znanej przez dziewiarki jako Escada Sport
O takiej o to:

4. bolą mnie nogi od nadmiaru kilogramów, mam skłonności do żylaków, a latem to już po prostu masakra jest.

Niestety z motywacją u mnie jest krucho. Czasami wystarczy zapach, czasami informacja, że koleżanka, która pięknie i szybko traci na wadze zawsze w chwili napadu apetytu sięga po papierosy (nigdy nie paliłam). Częściej po prostu stres, ból głowy, chęć poprawienia sobie nastroju - u mnie do tej pory niezawodnym sposobem na to była czekolada. Teraz muszę sobie znaleźć inny sposób.

Od dzisiaj zaczęłam etap II fazy oficjalnie - czyli 5 dni diety proteinowo-warzywnej. Miałam pociągnąć na samych proteinach do środy, ale dzisiaj strasznie, ale to strasznie zachciało mi się pomidorów. Poza tym znudziły mi się już wszystkie produkty do tej pory zjadane, a jak na złość chciało mi się jeść. Wypiłam morze wody i coli.
Jutro mam zamiar przygotować kurczaka z kolendrą i miętą. Świeże zioła już w pogotowiu.