Szukaj na tym blogu

piątek, 7 maja 2010

Hardanger - pierwsze kroki

Dzisiaj zrobiłam tylko 3 i pół "granny squares" na mój pledzik, ale nie bójcie się, nie będę zamęczać nikogo wrzucaniem zdjęć nowych kwadracików.


Dzisiaj pokażę moje początki hardanegra. W marcu kupiłam gazetkę i wybrałam wzór i oczywiście zaraz zaczęłam wyszywać - poświęciłam na wyszywanie tylko 1 wieczór, bo oczywiście miałam mnóstwo innych zaczętych robótek, a po drodze jeszcze święta były.A tak wygląda ten kawałeczek:


A tak wygląda serwetka w gazetce


Czemu akurat dzisiaj o tym postanowiłam napisać? Ponieważ jutro pędzę na wielkie podlasko-mazurskie spotkanie w Białymstoku i będę miała przyjemność poznać mistrzynię hardangera Krzysię oraz inne fanatyczki robótek ręcznych.

Przyznaję, że nie mam co ze sobą zabrać - brak na stanie robótek zakończonych, tak więc zapakuję tylko tę serwetkę i skrawki tkaniny, by spróbować pod okiem mistrzyni hardangerowych sztuczek ;-)

czwartek, 6 maja 2010

10 zdjęcie

Bardzo dziękuję Cyryllo za zaproszenie do zabawy.

Zadanie nie łatwe wybrać owo 10 zdjęcie z najstarszych znalezionych na kompie. Na tym komputerze przechowuję głównie zdjęcia robótkowe, albo takie które prędzej czy później trafiają na bloga lub mają być oscrapowane. Doszukałam się kilku zdjęć z 2006 roku i wrzucam jedno z 14 listopada 2006.
Na zdjęciu ja z Judysią



Tak wyglądałyśmy 6 dni przed przyjściem Judysi na świat. Ot i cała historia związana ze zdjęciem.
Do zabawy zapraszam (o ile oczywiście macie ochotę):
Kasiant
Motylek
3nereida
Ivalia
AgnieszkaMD



A pro po scrapów. Dawno nic nie robiłam, miałam zrobić wędrasia i już dawno puścić w świat, niestety jakoś papier mnie nie lubi i efekt dzisiejszej zabawy z papierem powędrował do śmieci.
Staram się co dzień zrobić coś na wyzwanie Miszelki, ale niestety nie zawsze ma to ręce i nogi, aby można było pokazywać.

środa, 5 maja 2010

Szczyt moich "artystycznych" możliwości w dniu dzisiejszym

Fryzjerstwo z pewnością jest sztuką ;-) Nie koniecznie w moim wydaniu.
Dzisiaj kolejny etap zmagania się z włosami córki. Dwa francuzy. Fryzurka przetrwała nawet leżakowanie w przedszkolu.



Przeglądając blogi zagramaniczne dotyczące fryzur trafiłam na taki, który wyjątkowo mi się podoba Bebes in hairland

Muszę też się przyznać, że fryzjerskie szaleństwo opętało mnie na tyle, że samodzielnie obcięłam włosy Julkowi - zwykle robiłam to maszynką na jeżyka, tym razem pobawiłam się maszynką, po obejrzeniu filmików na youtube. Fryzura nie jest idealna, ale strzyżenie Julka nie jest łatwe i dlatego nie chodzimy do fryzjera.

wtorek, 4 maja 2010

Pledzik

Dzisiaj większość wolnego czasu pochłonęło mi owe 9 rzędów, o których pisałam wczoraj. Ale chustę pokażę dopiero po zblokowaniu. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda się zrobić przyzwoite zdjęcia.

Tak więc dzisiaj zrobiłam 2 kwadraciki mojego szydełkowego pledziku. Robię go głównie z Malwy, choć nie tylko. I pewnie będę długo robić, ponieważ robię go z doskoku - szydełko męczy mi dłonie niestety. Dziergam bez planu, więc będzie to totalny misz-masz kolorystyczny - żadne reguły nie obowiązują poza jedną - bazą jest kolor biały.
Te dwa kwadraty zrobione dzisiaj


Jak widać łączę od razu ze sobą, niestety na potem zostawiam chowanie nitek, brrrrrrr.

A tak wygląda całość na dzień dzisiejszy:

poniedziałek, 3 maja 2010

Zostało mi tylko 9 rzędów

Tak, tak, zostało mi jeszcze tylko 9 rzędów do ukończenia GAIL nr 3. Prawie cały wolny czas w ten weekend poświęciłam na dzierganie tej chusty i miałam nadzieję, że uda mi się ją skończyć dzisiaj, ale niestety na drucie mam baaaaaaaaaaaaardzo dużo oczek i idzie mi dość powoli.
Tak więc dzisiaj zamiast zdjęć końcowych tylko kawałeczek chusty - ostatnie rzędy.





I jeszcze fryzurka Judytki wykonana wg instrukcji z bloga, do którego link podałyście mi w komentarzach. Doszłam jednak do 2 wniosków - Judytka ma jeszcze za krótkie i nie równe bardzo włoski do takich fryzur (troszkę z własnej winy - efekt zabawy nożyczkami) oraz aby ułożyć ściśle włoski trzeba robić na mokro - tak przynajmniej wynika z blogów i filmików na youtube.

A tak wygląd moje słoneczko z przodu






Echa komentarzy:
3nereida, niestety u nas padało prawie przez cały czas - tylko wczoraj wyjrzało na chwilę słoneczko.
Agnieszko, mam nadzieję, że mi się uda.
Aeliot i Piotrze, pocieszyliście mnie, że nie tylko ja mam uparciuszka. Niestety Judyśka jest już za duża na wózek.

Kochany Anonimowy kimkolwiek jesteś, nie masz odwagi choćby swojego imienia napisać, a zarzucasz mi, że to nie ładnie kasować komentarze. Dla mnie twoje komentarze nie były ładne, więc je wyrzuciłam. Świat nie jest czarno-biały. Czasami zanim się coś napisze trzeba się zastanowić. Nie będę udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

niedziela, 2 maja 2010

Marchewkowe ciasto oraz Julie&Julia

Postanowiłam połączyć zabawę w gazetę codzienną z akcją Miszelki pt. Twórczy Maj - sztuka codziennie.

Nie wiem, czy to co robię można nazwać sztuką chociażby użytkową, raczej nie, ale po przeczytaniu słów Miszelki "31 dni. Codziennie zrobię coś twórczego. Robótki. Sztuka. Scrapbooking, decoupage – nieważne. Może coś uszyję, może uszydełkuję. Może zrobię piękne zdjęcie. Może ugotuję coś nadzwyczajnego, a może zaaranżuję grządkę w ogrodzie – ogrodnictwo to przecież też sztuka :)" postanowiłam uwiecznić moje wypociny. Może to będzie mobilizacją, by kończyć zaczęte rzeczy - przyszyć brakującą nogę owieczce, zamek do kamizelki, czy też po prostu przyszyć gotowy już kwiatek do opaski.

Dzisiaj skupiłam się na pieczeniu.
Upiekłam ciasto, na które przepis znalazłam u Penelopy

Moje zdjęcia, cóż, pozostawia dużo do życzenia.
Właśnie nieudane zdjęcia efektów moich kulinarnych poczynań sprawiły, że zawiesiłam pisanie bloga o jedzeniu. Ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad reaktywacją - wciąż się zastanawiam.

Co przyczyniło się do tych rozmyślań ... przeczytanie książki Julie&Julia Rok niebezpiecznego gotowania autorstwa autorstwa Julie Powell.


Książka o szaleństwie - kto przy zdrowych zmysłach będzie ganiał męża i przyjaciół po całym mieście, aby zdobyli kość szpikową albo móżdżek?! Kulinarny blog zawładnął życiem młodej nieszczęśliwej, a raczej niespełnionej sekretarki/aktorki. (czemu to ja nie potrafię napisać kilku sensownych zdań o książce?) Julie postanawia przerobić "Doskonalenie francuskiej sztuki kulinarnej" zawierającej 524 przepisy w ciągu 365 dni i opisywać swoje poczynania na blogu. Używa codziennego języka, opisuje swoje emocje związane ze zdobywaniem różnych produktów i samym procesem gotowania i jedzenia. Dość ekstrawagancki i co tu kryć drogie hobby daje jej radość, satysfakcję, sprawia, że przestaje płakać wracając wieczorem z pracy, a w efekcie przynosi sławę i pieniądze.
Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. I nie będę zaprzeczać, że czasami czytając perypetie Julie widziałam siebie opętaną przymusem robienia czegoś, aby napisać o tym na blogu.

I jeszcze kilka fotek z niedzielnego spaceru
Ulubione miejsce wszystkich naszych dzieci w parku - altanka

Na razie nie ma spektakularnych efektów fryzurkowych. Tutaj widać tylko z przodu - Judytka ma dwa francuzy.

Troszeczkę na lewo i troszeczkę w głębi i byłoby widać nasz domek, a tak widać, że już jest troszeczkę bardziej zielono i zaczynamy doganiać resztę Polski - raczej nie zawsze jesteśmy jakieś 2-3 tygodnie do tyłu.

Dzieciaki bardzo lubią patrzeć na wodę na śluzie - tutaj widać głównie bujną czuprynę Julka ;-)

Jedno z ładniejszych miejsc na trasie spaceru:


Mama zadowolona - udało mi się przekonać córeczkę, żeby bez beku wróciła do domu - niestety nie widziałam, że mała coś tam sobie duma i nie pójdzie tak gładko:

Proszę, a nie ostrzegałam - bach na glebę, nie pójdę do domu, jak mi nie pozwolisz pobawić się na placu zabaw.

A dlaczego matka taka wyrodna i nie pozwoliła na plac zabaw - bo poszliśmy na spacer po deszczu i na placu zabaw bajorko. Tak, tak, znam starą prawdę - "Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe", ale wolałam, żeby moja nie była przy tym przemoczona.
Niestety pady ćwiczymy dość często, uparta ta moja córka, oj uparta.

sobota, 1 maja 2010

Znowu będę przynudzać ;-)

Dziś tylko króciutka notka informacyjna.
Postanowiłam znowu pobawić się w gazetę codzienną.
Czy mi się uda pisać na blogu co dziennie?
Nie wiem.
Zobaczymy.


Wszystkim serdecznie życzę miłego i pogodnego weekendu (u nas ma niestety padać, przynajmniej w sobotę)