Szukaj na tym blogu

czwartek, 5 listopada 2015

Prosty sweter - czyli listopadowe blogowanie dzień 5.

Jaki jest najprostszy sposób, by popsuć sobie humor? Zaplanować sobie wpis na bloga ze sweterkiem w roli głównej, ale nie schować przez kilka tygodni (sic!) nitek w sweterku, zwlekać z tym do dnia zaplanowanej publikacji i to jeszcze do godzin wieczornych. I oczywiście w związku z tym utrudnić sobie życie, próbując zrobić zdjęcia w domowych warunkach przy sztucznym świetle, bo jak się już coś wbiło do głowy, to trudno to przecież sobie wybić. 

Sweter ten powstał na przełomie sierpnia i września, ale od razu stwierdziłam, że wymaga małej poprawki, ale poprawiłam dopiero pod koniec września, gdy pogoda zaczęła się psuć. Niestety już po kilku dniach zrobiło się tak zimno, że doszłam do wniosku, że wcale mi się nie spieszy, bo już nie da się chodzić w tym swetrze zamiast płaszcza. 

Ale przecież kiedyś trzeba skończyć, a nie tylko powiększać górkę UFOków.

A poza tym, sweter ten miał być bohaterem dzisiejszego wpisu pt. Prosty, bo zrobiłam go 2 podstawowymi wzorami - ściegiem pończoszniczym prawym, czy też dżersejem prawym oraz ściegiem francuskim. 




Włóczka bardzo przyjemna, mięciutka, ma lekki włosek. To 50% akrylu, 25 % wełny i 25 % akrylu, a nazywa się Freesia  La Passion i dostałam ją od firmy Bafpol.


Zużyłam niecałe 10 stugramowych motków, czyli trochę mniej niż 1,25 kg włóczki.

Robiłam na drutach 8,00.

Wzór: radosna improwizacja. 

Dzisiaj tylko zdjęcie poglądowe na manekinie, jak mnie natchnie to może uda się zrobić jeszcze kilka zdjęć w plenerze. 

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Wpis ten jest piątym  wpisem w 30 dniowym listopadowym maratonie blogowym. 

Tematy wyzwania do pobrania w formie pliku PDF 

 




   

   

środa, 4 listopada 2015

Wspólne dzierganie i czytanie oraz listopadowego blogowania dzień 4.

Dzisiejszy wpis ma dwie okazje - jedna to co środowe Wspólne Dzierganie i Czytanie, a druga to mój 30 dniowy listopadowy maraton blogowy, wg którego tematem mojego postu ma być: List. 

 

Przeglądając listę książek z wyzwania 29 książek w 2015 roku zastanawiałam się jaką książkę epistolarną mogłabym przeczytać. Kiedyś dawno temu czytałam Anię z Szumiących Topoli i ta część wyjątkowo słabo mi się podobała, chyba właśnie przez to, że czytanie cudzych listów jest trochę przynudne. Potem pomyślałam o "Samotności w sieci" Wiśniewskiego, ale oglądając kiedyś jednym okiem film stwierdziłam, że to zupełnie nie dla mnie, nie czuję tego klimatu i do książki nie będę się też zmuszać. 

I wtedy na własnej półce znalazłam cienką książeczkę pt. Drogi Gabrielu. List. Nie do końca jestem pewna czy można ją uznać za powieść epistolarną. Norweski dziennikarz Halfdan W. Freihow pisze list do swojego autystycznego syna, który być może  będzie mógł go przeczytać, gdy będzie już dorosłym mężczyzną. Opisuje w owym liście wydarzenia z ich codziennego życia, swoje przemyślenia na temat choroby Gabriela i robi to w piękny, poetycki i przejmujący sposób. 

Wiem, że to może głupie, ale gdyby nie te książkowe wyzwanie, to bym nie sięgnęła po tę pozycję. Jako matka dziecka autystycznego wcale nie dążę do przeczytania wszystkich książek o autystykach lub napisanych przez autystyków.  Jest wręcz odwrotnie. Unikam tego tematu jak ognia, staram się przytłumić swoje uczucia i nie mam ochoty ich rozgrzebywać czytając jak ktoś inny się zmaga z tą chorobą, przeżywa dramat, rozczarowanie, żyje pogrążony w wiecznym smutku, a wg mnie jego sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż sytuacja moja, nasza - tzn. mojej rodziny i mojego Julka, chociażby dlatego, że mój syn nie mówi i nie komunikuje swoich potrzeb, myśli, emocji, pragnień czy lęków w jakikolwiek zrozumiały dla otoczenia sposób.

Ale mimo to znalazłam tam też fragmenty, które wyrażają również moje uczucia i które bardzo by pasowały do mojego niedzielnego tematu - do rozważań o smutku.

"Chcesz posłuchać o smutku? Chcesz, żebym wytłumaczył ci, czym jest smutek?
Nadal zdarza się, chociaż nie tak często jak na samym początku, że smutek zbija mnie z nóg. Teraz dzieje się to co kilka tygodni albo miesięcy, ale zawsze dochodzi do tego nagle i niespodziewanie, jakbym wpadł w zasadzkę. Za każdym razem smutek tak bardzo mnie przytłacza i obezwładnia, że muszę odwrócić twarz i zapłakać. 
(...)
Mój smutek jest dorosły i trudny. (...)
Smutek jest wielki jak niebo i wszechświat, ogromy jak nieskończoność, o której wcześniej rozmawialiśmy i której żaden z nas nie rozumie. Smutek jest jak zagadka, którą jesteś dla całego świata nauki. Tajemniczy jak niezbadane wyroki nieba, jak to maleńkie nasionko, którego życie w tobie nie zasiało. Ogromny jak twoja odmienność i nieobecność, która zawsze będzie ci towarzyszyć, napełniając mnie smutkiem. 
(...)
Smutek jest ukryty we wszystkim: w kwiatach i deszczowej pogodzie, w skarbach i marzeniach. Smutek pojawia się wtedy, gdy  coś tracimy i gdy czegoś nie dostajemy. Smutek jest pewnością. Smutek jest życiem, które przemija, czasem, który płynie, tym, co mogło się stać, ale się nie stało. Smutek jest bezradnością. W sali smutku zmieści się wszystko. W sali smutku jest ciemno i przytulnie, i samotnie. Smutek jest chwytaniem wiatru, próbą zatrzymania wody w zamkniętej dłoni. Smutek jest cichy. Uprzejmy, Przychodzi i odchodzi, ale nigdy na zawsze. Tylko rzeczy odchodzą na zawsze, kiedy  znikają. Smutek jest nie do wytrzymania." 

I jeszcze jeden fragment, choć pewnie bym mogła przytoczyć ich więcej, ale lepiej będzie jak przeczytacie po prostu książkę.

"Przyglądam się naszej licznej rodzinie zebranej wokół stołu. Kiedy widzę z jakim zakłopotaniem próbują ukryć, jak bardzo są zgorszeni i przerażeni, nagle uświadamiam sobie, że prawie zapomniałem, kiedy ostatnio się tak czułem. Od dawna czuję wyłącznie smutek, smutek, który sprawia, że jest mi niedobrze i że najchętniej zamknąłbym oczy na zawsze.
(...)
W końcu przy stole zostajemy tylko Henni i ja. Wymieniamy się spojrzeniami. Oboje wiemy doskonale, że to my musimy z tym żyć, że nikt nie jest w stanie nas zrozumieć ani nam pomóc. Ta świadomość jest tak pełna, tak dogłębna, że oboje wstajemy równocześnie i przytulamy się do siebie, długo i mocno." 

 A na drutach wciąż to samo. Czapka postanowiła zagonić mnie w kozi róg i wciąż jestem na początku, chociaż niby zrobienie czapki jest proste i oczywiste. Nawet już nie wiem czy chce mi się ją robić, mam w komodzie cała szufladę czapek. 

A teraz wasza kolej - czekam na wasze wpisy dotyczących książek, które czytacie i robótek, które akurat macie w toku, albo na wpisy w ramach listopadowego blogowania pt. List. 


Zapraszam serdecznie


   
   



wtorek, 3 listopada 2015

10 najpyszniejszych wzorów - czyli listopadowego blogowania dzień 3.

Ostatnio coraz bardziej urzekają mnie wzory wrabiane. Jeszcze nie dorosłam wprawdzie do wydziergania takiego swetra, ale co i rusz wpada mi coś nowego w oko. 

I o to taka moja lista inspiracji. Niektóre wzory są płatne, inne darmowe, a wszystkie linki prowadzą do Ravelry

10.  Na rozgrzewkę krótkie skarpetki Buachaille Baffies - wzór znanej projektantki Kate Davies


9. Czapka przedstawiają miasteczko Lerwick


8.  Rękawiczki w prosty i uroczy wzór zwane Styczniowymi Rękawiczkami - January Mittens


7. Sweterek Asji Janeczek - Wydziergaj sobie talię Knit yourself a waist


Zostałam też wielbicielką talentu Ann Kingstone i podoba mi się aż kilka z jej projektów




4. Snowstar 


Powyższe 3 wzory pochodzą z książki Stranded Knits, na którą mam wielką ochotę. Może poproszę o nią Mikołają ;-)

I teraz już ścisła czołówka 

3. Kocyk z elementów, każdy element wykonywany na okrągło - Persian Dreams projektantki Janise Hope.





2. Uroczy sweterek Papilio Marii Strikker


A na pierwszym miejscu - nie mogłam się powstrzymać i wybrałam dwa wzory

Wiolakofta norweskiej projektantki Kristin Wiola Odegard - geometryczny wzór i dobór kolorów.


oraz jako że jestem ciut staroświecka i lubię różane desenie


I jak Wam się podobają moje inspiracje? 

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ 

Wpis ten jest trzecim  wpisem w 30 dniowym listopadowym maratonie blogowym. 

Tematy wyzwania do pobrania w formie pliku PDF 

 

 
   
   

 


poniedziałek, 2 listopada 2015

Ranek - czyli listopadowego blogowania dzień 2

Przechytrzyłam samą siebie. Kiedy planowałam tematy do listopadowego blogowania, nie wiem czemu założyłam, że 1 listopada wypada w sobotę, a 2 w niedziele. A niedzielny poranek, to zwykle cudowny czas, nigdzie człowiek się nie spieszy, niemal nic nie musi. Spokojnie może usiąść z drutami i książką i jeszcze w piżamie oddawać się swoim pasjom do woli. Może wypić pyszną kawę, zjeść pyszną mężowską jajecznicę. I robić po prostu nic. 

A tu kuku, 2 listopada to poniedziałek. A kto w poniedziałek rano nie budzi się z myślą jak ja nie lubię poniedziałków? No kto? Jest ktoś odważny, by się przyznać?

JA! 

Od pewnego czasu lubię wstawać rano. Mam ku temu silną motywację. Przed całym tym porannym chaosem, czyli wyprawianiem dzieci do szkół, szykowaniem się do pracy, muszę jeszcze zdarzyć napisać moje poranne strony. Muszę, a raczej chcę. To jest mój imperatyw do działania. Zupełnie nie wiem jak ja funkcjonowałam zanim zaczęłam pisać strony. 

Ale o co chodzi? Co za poranne strony!? 


Poranne strony to takie narzędzie terapeutyczne (chyba mogę to tak nazwać) rozpropagowane przez Julię Cameron, scenarzystkę, pisarkę, byłą żonę znanego reżysera Martina Scorsese.

Julia Cameron jest autorką znanego na całym świecie poradnika "Droga Artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę", który tak naprawdę jest 12 tygodniowym kursem dla każdego, kto chce odkryć siebie.  

Ja zaczęłam przechodzić ów kurs w wakacje, bo wtedy mogłam poświęcić każdego ranka dowolną ilość czasu, nie tylko by zapisać odręcznie 3 strony A3 moich kłębiących się myśli (co zajmuje jakieś półgodziny) , a czasami tylko zdania - "O czym to ja mam tu pisać?", ale także by przerobić zadania, które pani Cameron proponuje w każdym tygodniu. Zadania nie są łatwe, gdyż nie rzadko trzeba rozdrapywać zabliźnione rany i nie ze wszystkimi sobie poradziłam, nie do wszystkich podeszłam. Ale praca nad sobą, nad odnajdowaniem swojego wewnętrznego głosu to ciągły proces, więc na pewno w niedługim czasie wrócę do tych zadań. 

Takie pisanie porannych stron, wylewnie swoich żalów na papier, mierzenie się piętrzącymi się problemami, rozpracowywanie złości i zamienianie gniewu w coś produktywnego, a także pisanie o tych miłych i przyjemnych sprawach, za które jestem każdego dnia wdzięczna motywuje mnie ogromnie do wstawania nawet przed 6-tą. 

Oczywiście nie zawsze jest tak słodko. Czasami zastanawiam się po co mi to pisanie, co mi to daje i "zapominam" wcześniej wstać by "odrobić" swoje strony. Niby wszystko jest ok, świat dalej się kręci, ale jakoś nie tak jak powinien. 

Po przerobieniu tego kursu nie stałam się super świetną artystką. Ja w ogóle nie czuję się artystką w żadnej mierze, nawet wtedy gdy maluję obraz, a raczej wtedy czuję się artystką najmniej. 

Może dlatego, że nie udaje mi się "użyć" drugiego narzędzie, o którym Julia Cameron pisze w swojej książce. Tym drugim narzędziem są randki artystyczne, czyli 1 lub 2 godziny w tygodniu poświęcone tylko sobie, gdy będziemy robić coś fajnego, ciekawego, niezwykłego, gdy będziemy karmić dziecko w sobie, podsycać swoje artystyczne ego. 

A wracając do mojego poranka.

Po "odbębnieniu" porannych stron, spisaniu swoich półrocznych celów i wypiciu kawy jestem gotowa na podbój świata - mojego świata. 

A Wy? Jak zaczynacie dzień?

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ 

Wpis ten jest drugim wpisem w 30 dniowym listopadowym maratonie blogowym. 

Tematy wyzwania do pobrania w formie pliku PDF 


   
   
 

niedziela, 1 listopada 2015

Smutek - czyli listopadowego blogowania dzień 1

Wiedziałam, że tak będzie. 1 listopada, pierwszy dzień 30 dniowego wyzwania blogowego, a ja nie wiem o czym pisać.  Co to ja miałam na myśli, gdy wybierałam ten temat - smutek?

Czy chciałam napisać o mojej ukochanej babci, dzięki której jestem genetycznie obciążona robótkami? Ale przecież nie zrobię wpisu nie podpartego zdjęciami, a żadnego zdjęcia niestety nie mam. Wszystkie są w albumie u mamy, oczywiście nie pomyślałam by sobie któreś zeskanować. 

A może o utalentowanej cudownej Gabrieli Kownackiej, która zmarła na raka 5 lat temu. A ponieważ w ciężkich chwilach z zapałem oglądam seriale komediowe typu "Rodzina zastępcza", zawsze gdy widzę ją na ekranie to zastygam na moment. 

A może o tym, że listopad to najsmutniejszy miesiąc roku?  Krótkie wieczory, szare chmury, deszcz i mgła, to zwykle wizytówka listopada. Ale jak tu pisać o brzydkiej pogodzie, gdy ostatnie dni były wprost bajeczne, ciepłe i słoneczne. 

 A może o kolorach? O tym, że szary staje się stopniowo moim ulubionym kolorem, a i tak jest to znaczne ocieplenie mojej garderoby, w której dominującym kolorem jest czerń.

A może o tym jak choroba mojego syna zmieniła mnie z wesołej śmieszki w wiecznie smutną, zrzędliwą starszą panią? 

Postanowiłam, że napiszę o mojej ulubionej bohaterce filmu dla dzieci pt. "W głowie się nie mieści", czyli o Smutnej.

Ma w sobie wszystko co lubię najbardziej - niebieski kolor, jest pulchna i oczywiście ciągle się chce jej płakać, no i oczywiście ubrana jest w dziergany golf. To prawie tak jak ja. 

 Ale zacznijmy od początku.

Główną bohaterką opowieści jest 11 letnia Riley, która mieszka szczęśliwie z rodzicami w Minnesocie, gdzie gra w hokeja, chodzi do szkoły i ma przyjaciół. A jej zachowaniem steruje 5 emocji - Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek, oczywiście całym zespołem kieruje Radość, bo jakże by mogło być inaczej, gdy dziewczynka jest otoczona miłością. Niestety przeprowadzka do San Francisco okazuje się nie być tak wspaniałą przygodą jak to się początkowo wydawało - dom, który nie jest taki jak w opowiadaniach taty, nowa szkoła, a przyjaciółka z Minnesoty zdążyła już poznać nową koleżankę. 

Gdy Riley w nowej szkole opowiada o swoim dotychczasowym życiu, Smutna nie może się powstrzymać i dotyka fundamentalnego wspomnienia, wprowadza w ten sposób dziewczynkę w smutny nastrój a także wpływa na wspomnienie, które z żółtego, czyli wesołego zmienia się w niebieskie, czyli smutne. Już granie w hokeja z rodzicami koło starego domu nie jest powodem do radości, a do smutku.

Oj narozrabiała ta moja ulubiona postać, narozrabiała. 

Jakby tego było mało, Radość i Smutna opuszczają kwaterę dowodzenia i aby tam powrócić muszą przemierzyć prawie cały mózg Riley - podświadomość, krainę wyobraźni, czy strefę abstrakcyjnego myślenia. 

Za co lubię Smutną? Za to, że potrafi wysłuchać, 

a nie tylko wypowiadać puste frazesy typu "To nic takiego", "Wszystko będzie dobrze", "Głowa do góry" czy "Uśmiechnij się".   Rozmowa z nią pozwala określić prawdziwe uczucia i niejednokrotnie znaleźć rozwiązanie. Wolę ją sto razy bardziej niż Gniew, który obezwładnia i przestajemy racjonalnie myśleć, a kierując się wściekłością, odrazą czy strachem w pewnym momencie możemy poczuć się wypaleni i

 wtedy Smutek i łzy pomagają oczyścić emocje, szczególnie jeśli blisko nas będzie ktoś, kto nas kocha i wspiera. 

"W głowie się nie mieści" to bardzo dobre kino familijne. Idealnie by było, gdyby rodzice po obejrzeniu tego filmu potrafili się zatrzymać w codziennym pędzie i spojrzeć na swoje dzieci jak na osoby, które przeżywają nie rzadko ogromne dramaty z pozornie błahych powodów. I aby nie zapominali, że  wychowanie dziecka nie kończy się w chwili, gdy dziecko potrafi już samo chodzić, zjeść i ubrać się. To taka lekcja dla mnie. 

Nie kończcie oglądania na napisach końcowych, a zwróćcie uwagę, co czuje nauczycielka pytająca dzieci o to, kiedy zostało założone San Francisco. Też tak się czuję pięć dni w tygodniu, chociaż czasami zdarzają się prawdziwe perełki.

W głowie się nie mieście (Inside Out)

reżyseria: Pete Docter
scenariusz: Pete Docter, Meg LeFauve, Josh Cooley
gatunek: Animacja, Fantasy, Komedia
produkcja: USA
premiera: 1 lipca 2015

Projekcja filmu w kinie poprzedzona jest animowaną krótkometrażówką, która także bardzo przypadła mi do serca - o smutku, nadziei i miłości. Wrzucam tu dla Was polską wersję tej piosenki.

 


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ 

Przypomnę jeszcze raz tematy zabawy, które można pobrać w formie pliku pdf  TUTAJ



   

   

sobota, 31 października 2015

Sobotnie link party i włóczka La Passion - Snowdrop

Po długiej przerwie wraca do Was z Sobotnim Link Party u Maknety. 

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z zasadami zabawy (poniżej) i oczywiście do uczestnictwa w zabawie. 

Jak zawsze mam kilka prac na wykończeniu, można nawet powiedzieć, że zrobionych, ale brakuje im ostatniego szlifu, a to  schowanych nitek, a to zwykłego blokowania, a to po prostu chęci zrobienia zdjęcia. 

Moim planem na dzisiaj było pokazanie swetra Oversized, który już pewnie z miesiąc czeka na sesję foto. I chociaż dzisiaj była obłędna pogoda, zdjęć niestety nie zrobiłam. Z tej prostej przyczyny, że obłędna pogoda jest też zdradliwą pogodą, o czym się przekonałam, gdy zrobiłam sobie wczoraj przebieżkę wokół zalewu. Było pięknie, cieplutko, ogólnie cud - miód, ale już wieczorem gardło dało o sobie znać i nie odpuszcza pomimo baterii leków. Tak więc dzisiaj czułam się (wciąż się tak czuję, a nawet gorzej) nie bardzo "reprezentacyjnie" i nie chciałam stawać przed obiektywem aparatu.

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Dzięki temu prezentacji doczekał się pokrowiec na czytnik. Pokrowiec został wydziergany z włóczki oferowanej mi przez firmę Bafpol. Włóczka o wdzięcznej nazwie "Snowdrop" z linii La Passion.

pokrowiec na czytnik

Włóczka to 90% akryl, 8% poliester oraz 2% metalik, w motku 50g są tylko 52 metry, tak więc to włóczka mało wydajna, ale bardzo ciekawa.  Oprócz spokojnej ładnej beżowej niteczki ma też fragmenty nitki brązowo-miedzianej z metalizowaną nitką oraz brązowego futerka.

 pokrowiec

Mój pokrowiec powstał z jednego motka plus odrobinę futerka na uszy na drutach 4,00mm. Była to dość szybka robótka - taka jednodniowa, a raczej jednobezsennonocna. 

 
Kindle etui

W zamyśle to miał być miś, ale wyszedł chyba jakiś inny stworek. 

włóczka snowdrop la passion

Włóczka jest sprężysta, rozciągliwa, a raczej robótka robi się lekko rozciągliwa i dzięki temu nie ma problemu z wkładaniem i wyjmowaniem Kindelka.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥


Zasady zabawy:

♥Jeśli tylko macie ochotę możecie dodać link do JEDNEGO  lub DWÓCH wpisów z 

OSTATNICH DWÓCH TYGODNI,

 które uważacie za ciekawe (ALE KONIECZNIE DO WPISU NIE DO CAŁEGO BLOGA).

♥ Może napisałyście tutorial, sfotografowałyście skończoną robótkę lub ugotowany obiad, a może napisałyście ciekawy artykuł na dowolny temat i chciałybyście zaprezentować go również osobom odwiedzającym mojego bloga. 

♥ Wystarczy dodać link pod tym postem klikając w niebieski przycisk "Add Your Link"

♥ Zapraszam serdecznie do zaglądania do osób, które biorą udział w linkowaniu i pozostawianiu komentarzy. 

♥ Byłoby miło, gdybyście dodały banerek zabawy na blogu i w poście biorącym udział w zabawie wstawiły link do tego postu.  

♥ Zabawa jest dla osób prowadzących bloga KREATYWNEGO!!!

 
   
   

 

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

I jeszcze słów kilka dotyczących  30 dniowego wyzwania blogowego, które zaczyna się jutro. 

1. Przygotowałam listę wszystkich tematów w pdf do wydrukowania. Można powiesić sobie przy biurku, albo włożyć do notesu. Obok każdego tematu jest trochę wykropkowanego miejsca. Można tam zapisać sobie zdanie lub dwa o czym chcemy pisać, albo słowa kojarzące się z tematem, czy tytuł książki, czy po prostu postawić ptaszek, że post został napisany i opublikowany.

Pobierz PDF

Pamiętajcie, że te słowa tematy są tylko wskazówką i można je oczywiście odmieniać, bawić się w dwuznaczności i skojarzenia. 

2.   Początkowo miałam nie robić pod każdym dniem linkowego party, bo nie wiedziałam czy ktokolwiek będzie zainteresowany wspólną zabawą, a poza tym ja mam dość ruchomy plan dnia i nie mogę obiecać, że wpis pojawi się zawsze o tej samej porze, czy zawsze rano. Rzecz w tym, że ja chcę pisać naprawdę codziennie na dany temat, a nie pisać na zapas i tylko w danym dniu wypuszczać przygotowany wpis w eter.

Po przemyśleniu postanowiłam jednak, że codziennie będzie możliwość dodawania swoich postów do linkowego party. Myślę, że będzie to dla mnie dodatkową mobilizacją by pisać wcześniej, a nie zostawiać tego na koniec dnia. 

Tak więc zapraszam serdecznie i do poczytania już jutro. 

środa, 28 października 2015

Wspólne dzierganie i czytanie 101

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 


Dzisiaj nowa książka. Kiedy zobaczyłam jakie książki są w Biedronce w ramach Jesiennego Festiwalu Książek poleciałam z listą do sklepu i jakież było moje rozczarowania, jak z listy kilkunastu ciekawych wg mnie tytułów udało mi się znaleźć tylko jeden: "Żona lotnika. Kobiet, która podbiła niebo". Książka ta się zaczyna znowu ciekawie i ładnie, ale nie wiem czy to dobra wróżba, bo Muzeum Niewinności też zaczynało się pięknie, a moje tempo czytania było ślimacze. 

Na drutach zaś szary sweterek z moherowej włóczki z cekinami oraz nowa czapka, która oczywiście nie chce wyjść tak jak sobie zaplanowałam i więcej pruję niż robię. 

♥♥♥♥♥

Pragnę Wam również przypomnieć, że od 1 listopada rozpoczynam mój maraton pisania na blogu i Was też serdecznie zapraszam do udziału - i tu i na fejsbukowym wydarzeniu. 

 A teraz już zapraszam na 



   
   


Jeśli podobał Ci się ten post, bardzo proszę udostępnij go na facebooku lub w google+ lub twitnij - wystarczy kliknąć w którąś z ikonek poniżej tego wpisu.