Wiosenny mini quilt
Robiony wg tutorialu
Te małe kwadraciki klei się żelazkiem na fizelinie, a dopiero potem szyje. Tutaj też próbowałam pikowania bez wzoru.
Tę pracę dodałam do poniedziałkowego przeglądu patchworkowego nr 21 na blogu Patchworkowa Gwiazda
I jeszcze uszyłam małą podkładkę pod kubek - haft miałam zrobiony już dawniej, miał to byc domek zapachowy, ale stwierdziłam, że może posłużyc jako podkładka.
Widzę, że domki robią ostatnio karierę jako poduszeczki zapachowe lub podkładki, więc nie powiem, że to mój oryginalny pomysł, chociaż ten haft to czekał w szufladzie spokojnie ponad rok. Przy okazji - taki haft sprawia mi dużo więcej przyjemności niż krzyżyki, bo jednak krzyżyki wymagają więcej skupienia. Wczoraj np. w ciągu godziny postawiłam kilkanaście krzyżyków, częśc musiałam wypruc i po godzinie efekt mizerny. Żałuje, że ostatnio brak mi czasu na zabawę haftem i produkcje domków, ale bardziej praktyczne projekty mam na tapecie.
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 kwietnia 2011
niedziela, 27 grudnia 2009
Jeszcze jeden świąteczny prezent
Etykiety:
dla dziecka,
patchwork,
szycie,
trzy po trzy
Chrześnica mojego męża dostała w tym roku pod choinkę wykonane przeze mnie poduchy. Ponieważ uwielbia konie, gdy tylko znalazłam te cudowne materiały z końmi w sklepie Robin's Patchwork od razu o niej pomyślałam.
Poduszki raczej się spodobały 11-to letniej panience.
A Wam?



Wszystkie tkaniny (poza użytą na plecy) zostały przeze mnie zakupione w sklepie
Robin's Patchwork .
Do Gazynii:
Umiem szydełkować od 5-tego roku życia, na drutach robię od podstawówki, umiem też haftować, ale niezbyt lubię. Umiem to wszystko ponieważ wyrosłam w rodzinie, w której wszystkie kobiety szyły, dziergały, haftowały. Tyle, że nigdy nie robiłam tego zbyt intensywnie. Jako nastolatka zrobiłam kilka swetrów na drutach - jeden z nich uwielbiałam, ale po kilku razach sięgał mi do kolan ;-). Potem miałam dość długą przerwę - jedna szydełkowa serwetka na rok, jakiś maleńki sweterek dla dziecka. Do tego hobby wróciłam jakieś 7-8 lat temu, a odkąd prowadzę bloga (mój wcześniejszy blog to Makneta )- czyli od prawie 4 lat to robótki stały się moją pasją.
Teraz bardzo żałuję, że jednak nie byłam pilniejszą uczennicą Babci, która haftowała mereżką, ściegiem płaskim, robiła serwety na drutach i wiele innych rzeczy. Troszeczkę się od niej uczyłam, ale najczęściej powtarzałam, że nie chcę mieć z tym nic wspólnego - pewnie to była forma buntu, a może dlatego, że kobiety w mojej rodzinie traktowały to jako pracę zarobkową.
Moja Babcia też doskonale szyła na maszynie, ale kiedy ja byłam nastolatką, Ona była już zbyt chora by mnie nauczyć. Pamiętam jak w podstawówce chciałam przerobić spódnicę mamy na spódnicę dla siebie, a wyszła mi dla lalki - wszystko przez moją niechęć do linijki i metrówki - wszystko najchętniej robię na oko (tak mi zostało do tej pory). Moja Babcia miała się uczyć na krawcową, ale wybuchła wojna, była więc samoukiem. Mama opowiada, że szyła swoim siostrom, kuzynkom i wszystkim dzieciakom w rodzinie. Ponoć mam dryg po niej. Jeszcze nie wiem - szyję dopiero od niecałych dwóch lat.
Poduszki raczej się spodobały 11-to letniej panience.
A Wam?



Wszystkie tkaniny (poza użytą na plecy) zostały przeze mnie zakupione w sklepie
Robin's Patchwork .
Do Gazynii:
Umiem szydełkować od 5-tego roku życia, na drutach robię od podstawówki, umiem też haftować, ale niezbyt lubię. Umiem to wszystko ponieważ wyrosłam w rodzinie, w której wszystkie kobiety szyły, dziergały, haftowały. Tyle, że nigdy nie robiłam tego zbyt intensywnie. Jako nastolatka zrobiłam kilka swetrów na drutach - jeden z nich uwielbiałam, ale po kilku razach sięgał mi do kolan ;-). Potem miałam dość długą przerwę - jedna szydełkowa serwetka na rok, jakiś maleńki sweterek dla dziecka. Do tego hobby wróciłam jakieś 7-8 lat temu, a odkąd prowadzę bloga (mój wcześniejszy blog to Makneta )- czyli od prawie 4 lat to robótki stały się moją pasją.
Teraz bardzo żałuję, że jednak nie byłam pilniejszą uczennicą Babci, która haftowała mereżką, ściegiem płaskim, robiła serwety na drutach i wiele innych rzeczy. Troszeczkę się od niej uczyłam, ale najczęściej powtarzałam, że nie chcę mieć z tym nic wspólnego - pewnie to była forma buntu, a może dlatego, że kobiety w mojej rodzinie traktowały to jako pracę zarobkową.
Moja Babcia też doskonale szyła na maszynie, ale kiedy ja byłam nastolatką, Ona była już zbyt chora by mnie nauczyć. Pamiętam jak w podstawówce chciałam przerobić spódnicę mamy na spódnicę dla siebie, a wyszła mi dla lalki - wszystko przez moją niechęć do linijki i metrówki - wszystko najchętniej robię na oko (tak mi zostało do tej pory). Moja Babcia miała się uczyć na krawcową, ale wybuchła wojna, była więc samoukiem. Mama opowiada, że szyła swoim siostrom, kuzynkom i wszystkim dzieciakom w rodzinie. Ponoć mam dryg po niej. Jeszcze nie wiem - szyję dopiero od niecałych dwóch lat.

