A skoro czujemy się już lepiej to wczoraj przystąpiłam do kolejnego etapu walki z bałaganem w mojej pracowni. W między czasie już niby miałam szmatki poukładane w szafie, ale to wciąż nie było TO.
Mój mąż również miał dość mojego bałaganu, więc zrobił sobie prezent z okazji święta Czterdziestu Męczenników i zakupił mi szafy na moje przydasie (o szafy marudziłam już pewnie od roku). Jedna mniejsza - 40 cm, drugą 80 cm i w tej mniejszej zagościły moje materiały.
Poukładałam je sobie wg kolorów (plus minus) ciemniejsze na górnej półce, jaśniejsze niżej, potem jest półka z jednolitymi tkaninami, a na dole jeszcze dwie półeczki na których trzymam pudełka z tasiemkami, ścinkami materiałów oraz z zaczętymi projektami.


