Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Bezglutenowe ciasto mocno czekoladowe

Dzisiaj chciałam Was zaprosić na pyszne ciasto mocno czekoladowe, które o dziwo wychodzi lepiej z mąki bezglutenowej niż z pszenicznej. 

Zamiast zdjęcia wykorzystałam nową pasję i narysowałam - namalowałam przepis.  Ponieważ na zdjęciu nie widać dobrze wszystkich kroków, to pod spodem opiszę wszystko po kolei. 

niedziela, 17 stycznia 2016

Ciasto z makiem - piegusek bezglutenowy

Dzisiaj znowu słodki przepis. Choć już pora kolacji, ja wam prezentuje moje dzisiejsze śniadanie.

Zima nieodmiennie kojarzy mi się z makiem i pomarańczami. I stąd piegusek, a żeby przełamać jego słodycz, a także słodycz wszystkich słodkości, które pochłonęłam wczoraj wieczorem przy sobotni dzierganiu z Asią i Wiolą, to obowiązkowo do kawałka ciasta skonsumowałam soczystą czerwoną pomarańczę. 

Tym razem ciasto, które mógł zjeść również Julek.

Składniki:

* 1 szklanka białek

* 1 szklanka cukru (u mnie pół szklanki cukru i 1/2 szklanki ksylitolu)

* 1 szklanka maku

* 1 szklanka mąki bezglutenowej

* 1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)

* szczypta soli

 

Wykonanie

1. Ubijamy białka z solą, dodajemy cukier i wciąż ubijamy

2. Następnie dodajemy mak, mąkę i proszek do pieczenia.

3. Wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 39 - 40 minut.

U mnie mąka była mieszanką mąki uniwersalnej firmy Schar, mąki gryczanej i zmielonego ryżu i chyba za krótko mieliłam ryż, bo to on oprócz maku chrzęścił trochę w zębach.

Nie dałam samego ksylitolu zamiast cukru, bo ksylitol działa bardzo przeczyszczająco, gdy się nie jest do niego przyzwyczajonym.

 

Prawda, że zima jest piękna?


sobota, 9 stycznia 2016

Przepis na krupnik i zaskakująco smaczne i proste ciasto.

Jeśli chodzi o prace kuchenne to ja tak naprawdę lubię z nich najbardziej jedzenie. 
Ale aby zjeść smacznie i wg własnego gustu to zazwyczaj trzeba sobie ugotować. 
A jako że czasu na gotowanie zwykle mi szkoda to stawiam na postawy proste i stosunkowo szybkie do wykonania. 
Ostatnio można powiedzieć, że zakochałam się w dwóch daniach, które spełniają wszystkie wymienione powyżej kryteria. I dlatego chciałabym Was dzisiaj zaprosić na krupnik, a następnie na naprawdę nieziemskie ciasto.

zupa z ryżem i kiełbasą krupnik


Krupnik bezglutenowy

Zupę tę odkryłam trochę przypadkiem. Została mi resztka ugotowanego ryżu, za mało by zrobić zapiekankę, czy też ryż z jajkami dla całej rodziny. I oczywiście nie miałam też pomysłu na obiad, a chodziła za mną po Świętach zupa. Zwykła jarzynowa w naszej rodzinie jest lubiana tylko przez  Julka, tak więc musiałam trochę jarzynówkę podrasować nie używając glutenu i nabiału.

* 8 ziemniaków pokrojonych w kostkę
* 1 marchewka
* 1 pietruszka
* kilka różyczek kalafiora
* garść mrożonego groszku
(można użyć mrożonej mieszanki warzywnej)
* pół szklanki ryżu
*2 - 3 kawałki kiełbasy
*spora cebula
* masło lub olej do podsmażenia
* przyprawy: ziele angielskie, listek laurowy, pieprz czarny, sól, pieprz mielony, majeranek, papryczka chilli w płatkach, słodka papryka

1. Ziemniaki z warzywami wrzucić do garnka z grubym dnem, podsmażyć przez kilka minut na łyżce tłuszczu.
2. Dolać wody. Dodać ziele angielskie, listek laurowy, pieprz czarny w ziarnach, sól.
3. Gdy woda się zagotuje wrzucić opłukany ryż. Jeśli używamy już ugotowanego wcześniej ryżu to można go dodać dopiero wtedy, gdy ziemniaki będą miękkie. 
4. Podsmażyć kiełbasę z cebulą i dodać do zupy, gdy ziemniaki i ryż będą już miękkie.
5. Przyprawić papryką w proszku i papryczką chilli (2 - 3 sypnięcia przez otworki z pojemniczka) oraz majerankiem. Dosolić i dopieprzyć do smaku. Gotować jeszcze 10 - 15 minut. 

Przyznaję, że takiego tradycyjnego krupnika z kaszą nie jadłam już od wielu lat, ale ten z ryżem bardzo mi smakuje, szczególnie, że przyprawiam go dosyć ostro i dzięki temu jest rozgrzewający. 

A teraz już zapraszam na deser. Przepis specjalnie dla Joasi i Wioli. 

Przepis pochodzi z bloga Dom z Kamienia i nazywa się po włosku Torta di ricotta.



Ricottę początkowo kupiłam do makaronu, ale pomyślałam sobie, że słaba to przyjemność jeść włoski ser z bezglutenowym makaronem, a tylko takie jadamy w domu. Poszukałam więc przepisu na ciasto. Ciasto nie jest ani bezglutenowe, ani bezmleczne. Cóż czasami przyrządzam coś co nie nadaje się do podania Julkowi.  Jestem w stanie upiec dwa ciasta, ale nie lubię gotować dwóch obiadów.

* 3 jajka
* 30 dkg cukru
* 30 dkg mąki
*  30 dkg ricotty
* czubata łyżeczka proszku do pieczenie
* cukier waniliowy
* 100g stopionego masła
* szczypta soli 

1. Jajka ubijamy z cukrem i szczyptą soli na gładką masę (na najwyższych obrotach). 
2.  Nie przerywając ubijania (możemy trochę zmniejszyć obroty) dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. 
3. Teraz wrzucamy ricottę (ja daję na taką porcję 1 opakowanie 25dkg i też jest dobrze) i na końcu stopione masło. 
4. Mieszamy, wylewamy na formę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 30 - 40 minut.
 

Jak widać po przepisie jest to proste i szybkie ciasto ucierane. Ale gdy się tylko spróbuje, to po prostu niebo w gębie. Cudownie smakuje na ciepło, wprost rozpływa się w ustach, ale równie dobre jest na drugi dzień i dlatego piekę je zwykle z podwójnej porcji. 


Jak widzicie na zdjęciach koniecznie musiała się pojawić również robótka, którą miałam dzisiaj na tapecie podczas naszego dziewiarskiego spotkania Trzech Muszkieterów albo raczej Trzech Muszkieterek.

Czego można chcieć więcej od życia niż filiżanka herbaty i kawałek ciasta w towarzystwie przyjaciółek od drutów. 

 Jak najwięcej takich chwil życzę i Wam.




czwartek, 23 lipca 2015

Ulubiony wakacyjny przysmak

Latem i wczesną jesienią uwielbiam warzywa smażone, duszone, grillowane lub pieczone. Chociaż przyznaję, że nie są podstawą naszej diety, bo wiadomo - dzieci i warzywa często nie chodzą ze sobą w parzę. I tak jest niestety z moją ukochaną małą CUKINIĄ. 

Ale może właśnie dlatego, gdy cukinia jest na obiad to ja mam swoje małe święto i przeżywam prawdziwe rozkosze podniebienia. Pewnie gdybym jadła ją często spowszedniała by tak jak ziemniaki.

Tym razem postanowiłam wypróbować prosty i szybki przepis znaleziony na blogu Wegan Nerd na makaron z młodą cukinią i pomidorkami koktajlowymi. 

U mnie ze zwykłymi pomidorami, bo akurat takie miałam pod ręką, niestety u mnie na parapecie nie rosną pomidorki koktajlowe, ale za to mamy sporą uprawę bazylii.  I ze względów Julkowej diety użyłam makaronu kukurydzianego.  Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała odrobiny sproszkowanej papryczki chilli i zrezygnowałam z posypki z suszonych płatków drożdżowych zmieszanych z płatkami migdałów. Bez tych specjałów też było super, szczególnie, że warzywa na patelni smażyły się krócej niż gotował się makaron i były lekko twarde. 

makneta ulubiony makaron z cukinią i pomidorami

 

Oczywiście z latem i wakacjami kojarzą mi się też truskawki. Za moich nastoletnich lat wakacje zaczynały się ciut wcześniej niż teraz, w pełni sezonu truskawkowego i właśnie zbieranie truskawek na plantacji rodziców koleżanki było moją pierwszą pracą. Najsmaczniejsze są surowe, takie prosto z krzaka ale dzisiaj w czasie babskiego spotkania miałam smaka na słodkie pierogi z truskawkami i bitą śmietaną. 

pierogi z truskawkami

 Wraz z Wiolą (znaną z All shades of blue) oraz Asią, która szydełkuje, ale bloga nie pisze, byłyśmy dzisiaj na plotach bez dzieci w eleganckiej restauracji Hotelu Velvet w Suwałkach. 

selfie

Ja  objadałam się na słodko - pierogi były mięciutki, śmietana dobrze ubita, a dziewczyny jadły trochę bardziej konkretne dania, bo zupę cebulową i pierogi z kaszą gryczaną i kozim serkiem. 

asia i wiola w restauracji Hotelu Velvet

Widać, że nam smakowało, prawda?

Jak widzicie Wiola miałam  już dość mnie i mojej komórki ;-)

Żałuję, że była brzydka, deszczowa pogoda i nie mogłyśmy wyjść na taras.

Mogłybyście zapytać, co to za spotkanie dziewiarek bez udziergów, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że Wiola przyszła w wełnianym !!! (w lipcu) swetrze, a ja po jedzeniu zabrałam się za dzierganie czarnej bluzeczki, o której pisałam w środę.

Dzisiejszy wpis powstał na wyzwanie na blogu Lifestylerki.

PS. Jeśli podobał Ci się ten post, bardzo proszę udostępnij go na facebooku lub w google+ lub twitnij - wystarczy kliknąć w którąś z ikonek poniżej tego wpisu.

piątek, 29 maja 2015

Klub Miłośniczek Czekolady i bajaderki

Po "Klub Miłośniczek Czekolady" autorstwa Carole Matthews oczywiście sięgnęłam ze względu na kuszący tytuł i  okładkę, której trudno się oprzeć. W końcu należę do klubu Anonimowych Czekoladoholików.


klub miłośników czekolady, bajaderki

Główną bohaterką jest Lucy Lombard, niezbyt pracowita sekretarka (przypominała mi przez to bohaterkę Dziennika Bridget Jones) na zastępstwo pracująca w szowinistycznej firmie, mająca szalenie przystojnego szefa, a oprócz tego, a może przede wszystkim faceta, który nie lubi zobowiązań i który oczywiście łamie jej serce. Lucy uwielbia czekoladę i zawsze w biurku lub torebce ma cały zapas Twixów i M&Msów, a na lunch oraz spotkania z przyjaciółkami zawsze chodzi do Czekoladowego Nieba, w którym zajada się ręcznie robionymi pralinkami. 

Czekoladowe Niebo to siedziba Klubu Miłośniczek Czekolady. W tym właśnie miejscu Lucy poznała pozostałe członkinie sekty:  bogatą, samotną i nieustająco miłą Autumn Fielding, młodą, niespełnioną matkę Nadię Stone oraz kobietę sukcesu Chantal Hamilton, która ma problemy ze swoim beznadziejnie bogatym i przystojnym mężem.  

Początkowo jakoś ciężko było mi się wciągnąć w perypetie kolejnej czwórki papużek nierozłączek (odkąd świat podbił "Seks w wielkim mieście" w większości babskich książek pojawiły się kwartety), szczególnie że zaczynało się klasycznie od zemsty zdradzonej kobiety. Jednakże już po kilkunastu stronach zaczęłam się wczuwać w klimat historii, a przede wszystkim zaczęłam się odprężać i chwilami śmiać się głośno w czasie czytania. I w rezultacie po dwutygodniowych podchodach przeczytałam 400 stron w jedno popołudnie. 

Tak więc jeśli szukacie lektury łatwej i przyjemniej, pomagającej się odprężyć, która wbrew pozorom nie zmusza do ciągłego sięgania po coś słodkiego to polecam "Klub Miłośniczek Czekolady", aczkolwiek nie sądzę, żebym była aż taką fanką by sięgnąć po kontynuację czyli "Dietę Miłośniczek Czekolady". 



bajaderki, słodki wieczór, przepis na bajaderki

A do lektury na #słodkiwieczór proponuję bajaderki. 

,Wiem noc już ciemna, ale można przygotować je  z rana i wieczorem oddać się słodkiej lekturze przy deserze.
Początkowo chciałam zrobić własne czekoladki, ale troszkę zniechęciło mnie poszukiwanie (oczywiście poszukiwanie w moim własnym domu, bo wiem, że kupiłam, ale nie pamiętam gdzie je schowałam) odpowiednich (czyli silikonowych) foremek.

Bajaderki robi się bardzo szybko, z półproduktów.  Moja porcja jest dość spora, bo straszne łasuchy z nas są. 


Składniki:

* 2 opakowania biszkoptów (po 120g) - mogą też być herbatniki
* 30 - 50g masła
* tabliczka gorzkiej czekolady
* bakalie
* słoik (250ml) dżemu niskosłodzonego
* wiórki kokosowe lub posypka czekoladowa do obtoczenia kuleczek

Wykonanie:

* Biszkopty pokruszyć - moje zostały pokruszone prawie na proszek
* Masło rozpuścić w garnuszku, zdjąć z ognia i dorzucić połamaną czekoladę. Mieszać aż czekolada się rozpuścić
* Do pokruszonych ciastek dodać rozpuszczoną czekoladę, dosypać bakalie i wymieszać wszystko z dżemem
* Z masy uformować kuleczki, obtoczyć w wiórkach lub posypce (możne też użyć drobno posiekanych orzechów) i wstawić na co najmniej 30 minut do lodówki.

Smacznego!

"Zapomnijcie o brylantach. Na pewno odkryjecie, że to czekolada jest najlepszym przyjacielem dziewczyny" Carole Matthews 



PS. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś zapraszam do zapisania się na mój newsletter, w niedzielę wyślę pierwszy numer z małą niespodzianką w prezencie. Przypominam, że aby otrzymać newsletter należy potwierdzić zapis, na podany przez Was email przyjdzie wiadomość z prośbą o potwierdzenie zapisu, jeśli nie dostałyście takiej wiadomości, sprawdźcie spam. 


 


 


 


 


 

poniedziałek, 2 marca 2015

Gofry bezglutenowe

Postanowiłam wypróbować kolejny przepis z książki Mama alergika gotuje, którą pokazywałam jakiś czas temu.   
Zaczęłam od przygotowania "mleka" jaglanego. 

Ale jak już zrobiłam to mleko, to przeczytałam dokładanie przepis i stwierdziłam, że jak zwykle nie mam połowy składników.

Mimo to wciąż miałam ochotę na gofry, szczególnie, że powiedziałam rodzince o moich gofrowych planach i nie było zmiłuj się.

Postanowiłam użyć przepisu wiszącego od lat na lodówce, tyle, że mąkę pszenną zastąpić mąkami bezglutenowymi i użyć zrobionego "mleka" jaglanego. A co tam, raz się żyje, jak by nie wyszło, to trudno. 



Składniki: 
* 1/2 kg mąki - dałam pół na pół Bread-Mix firmy Schar oraz mąkę jaglaną
* 2 jajka
* 1/3 szklanki oleju dobrej jakości - można też dodać rozpuszczoną margarynę lub masło
* 3 łyżki stewii z inuliną lub 1/3 szklanki cukru
* 2 szklanki wody - u mnie szklanka "mleka" jaglanego * i woda
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia bezglutenowego
* szczypta soli
 * pół szklanki ziaren słonecznika


poniedziałek, 23 lutego 2015

Ciasto z kaszy jaglanej i jabłek

Julek ostatnio zupełnie nie ma apetytu. W końcu chorowanie to nie łatwa sprawa. 
Żeby dziecko całkiem mi nie opadło z sił, postanowiłam przygotować zdrowy deser i upiec ciasto z kaszy jaglanej i jabłek. Jest to ciasto bezmleczne i bezglutenowe, a w wersji z ksylitolem będzie również bezcukrowe - idealne w diecie Julka.


sobota, 23 listopada 2013

Tort urodzinowy

Dwa tygodnie temu pisałam, że rozpoczęłam dietę odchudzającą. Miałam zamiar odchudzać się dobrze mi znaną dietą dr. Dukana. Wytrzymałam na tej diecie 4 dni. I nie chodzi o to, że głodna byłam, czy też że chciało mi się słodyczy, chleba czy innych zakazanych produktów. Nie, po prostu mój organizm się zbuntował i 5 dni włączyłam inne produkty oprócz proteinowych. A ponieważ i tak dla dzieci młodszych prowadzę kuchnię bezglutenową i bezmleczną to stwierdziłam, że się do nich przyłączę. 

Gdybym trzymała się diety Dukana lub dla odmiany diety opartej tylko na warzywach to pewnie po dwóch tygodniach schudłabym dużo więcej, a tak jestem szczęśliwa, bo straciłam 4 kilo bez wyrzeczeń jedząc owoce suszone, tort urodzinowy mojej córki (a nawet dwa), zwyczajne obiady (no prawie).

Dzisiaj chciałabym się podzielić z wami przepisem na tort urodzinowy. Nie powiem, pewnym odstępstwem od diety są brzoskwinie z puszki ze słodkiego syropu, ale tak poza tym to do wszystkiego zamiast zwykłego cukru użyłam ksylitolu, czyli sproszkowanego soku brzozowego. A dekoracji (czyli kwiatuszków z cieniutkich wafli i czekoladowych literek) nie jadłam. 

Przepis na tort znalazłam Tutaj.


A tu przepis z moim modyfikacjami

Przepis  na biszkopt:
 * 5 jajek
 * 1/3 szklanki ksylitolu
 * 1 szklanka mąki z migdałów
 * 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
 * szczypta soli 

Oddzielić żółtka od białek, ubić białka, pod koniec ubijania dodać ksylitol. Następnie stopniowo dodawać żółtka. Przesianą mąkę migdałową połączoną z proszkiem do pieczenia dodawać stopniowo i delikatnie mieszać - łyżką lub mikserem na najniższych obrotach. 

Wlać ciasto do tortownicy z dnem wyłożonym papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 35 - 40 minut.
( Ja upiekłam 2 takie biszkopty, by tort był wyższy)

Przepis na krem do tortu:

 * 2 jajka
 * 25 dkg miękkiego masła
 * 1/3 szklanki ksylitolu
 * 25 dkg chałwy 
 * 1 łyżka  ciemnego kakao

Jajka z ksylitolem ubijać na parze na puszystą masę. Przed rozbiciem jajek myję skorupki wodą, a następnie przelewam wrzątkiem kilka razy. Dopiero takie jajka rozbijam i używam do zrobienia kremu. 
Kiedy masa podwoi swoją objętość i będzie wyglądała jak biały krem przestaję ubijać. 
Miękkie masło ucierać z kakao na gładką masę, stopniowo dodawać ubite jajka, a na koniec chałwę. Masę schłodzić w lodówce.

Poncz do nasączenia tortu:

 * szklanka mocnej herbaty
 * łyżeczka ksylitolu
 * sok z połowy cytryn

Każdy biszkopt przekroiłam na 2 placki, nasączyłam ponczem i posmarowałam kremem, na drugim placku oprócz kremu położyłam drobno pokrojone brzoskwinie z puszki.  
Udekorować w dowolny sposób. U mnie boki obsypane są wiórkami kokosowymi.

niedziela, 17 listopada 2013

Niedzielny poranek - Wyzwanie foto Dzień 7

Taki wpis miał pojawić się w piątek, kiedy to hasłem wyzwania był DOM.

Z czym wam kojarzy się słowo DOM?
 Mi najbardziej z zapachem świeżo upieczonego ciasta.

Tak więc w piątek próbowałam upiec ciasto, ale było klapą.
U mnie w domu ciasto pojawia się na stole nie często ze względu na dietę Julka. Czasami tylko próbuję zrobić coś co będzie i bez cukru i bez nabiału i bez glutenu. Nie zawsze wychodzi.
Próbę postanowiłam ponowić w niedzielę i tak o to niedzielny poranek w moim domu był związany z robieniem i jedzeniem ciasta.

Przepis:
* 5 jajek
* 1/3 szklanki ksylitolu (słodzik z soku brzozowego)
* 2/3 szklanki mąki migdałowej
* 1/2 szklanki mielonego siemienia lnianego
* 3 łyżki mąki kokosowej
* 1 łyżeczka sody oczyszczonej
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)
* szczypta soli
* 2/3 szklanki oleju
* garść rodzynek
* garść jagód goja
* jabłka (zwykle daję 2 lub 3, dzisiaj tylko jedno)

Wykonanie:
Jajka ubić z ksylitolem na puszystą masę - do białości.
Stopniowo dodajemy mąki oraz  sodę, proszek i sól, cały czas mieszamy dodajemy olej (może być mniej)
Na koniec łyżką mieszamy rodzynki, jagody (można dodać i inne bakalie) oraz jabłka z masą.
Wylewamy do przygotowanej  blaszki/tortownicy - wysmarowanej margaryną i wysypanej mąką kokosową. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 45-50 minut.
Zawsze się udaje o ile ubijemy dobrze jajka.

Inne interpretacje tematu u Uli.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Coś starego

Niestety nie mam czym się pochwalic, żadnych rodowych sreber, kolekcji starych monet czy chociażby obtłuczonych filiżanek :-) Moja rodzina albo nie była sentymentalna, albo po prostu zbyt bogata. 
Moją pamiątką po Babci jest bieżnik, których wyhaftowała kiedy była już chora i z trudnością szło jej wyszywanie. Wcześniejsze prace rozeszły się - Babcia haftowała dla Cepelii (może mogłabym dochodzić swoich korzeni twórcy ludowego?) Mama opowiada mi nie raz o misternych pracach - serwetach na drutach, haftowanej pościeli, świetnie skrojonych kostiumach wykonanych przez moją Babcię, ale ja tego nie pamiętam, a i prawie nic się nie uchowało.
Bieżnik już pokazywałam fragmentami w poprzednich postach z tego wyzwania i dzisiaj też tylko fragmenty.
 A sałatka nie jest stara ;-) 
Kiedy zobaczyłam TUTAJ zdjęcie sałatki z pomarańczami, to od razu zapragnęłam ją zrobic. Niestety lenistwo wzięło górę i nie chciało mi się przeczytac i przetłumaczyc chociażby składników potrzebnych do sałatki (moja umiejętnośc posługiwania się hiszpańskim jest ledwie raczkująca). Dzisiaj robiąc zakupy pamiętałam, że potrzebne są pomarańcze, rzodkiewki i coś zielonego :-) 
Tak więc w mojej sałatce są : sałata, pomarańcze, rzodkiewki, szczypior i sos vinigret. I nawet jadalne jest to połaczenie pomarańczy i rzodkiewki.
A oryginalny przepis wymaga (moje tłumaczenie)

Składniki:
* 4 pomarańcze,
* 4 czerwone pomarańcze (w sumie to nie wiem dokładnie jakie to pomarańcze naranjas sanguinas,
* 8 rzodkiewek,
* 1 awokado,
* 60gr rukwi wodnej i rukola,
* 30gr pistacji,
Winegret :
* 1 szalotka,
* 1 łyżka octu winnego,
* 2 łyżki oliwy,
* 1 łyżka oleju z pistacji (albo zastąpic oliwą z oliwek)
* 1 łyżka stołowa posiekanej natki pietruszki
* pół  łyżeczki kminku
* sól i pieprz

Myślę, że jak dalej robic sałatkę to już tłumaczyc nie trzeba :-)

Na pewno zrobię na święta, aczkolwiek bez tych czerwonych pomarańczy.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Wyzwanie foto i przepis na sernik

W poprzednim wyzwaniu foto padłam po 20 dniach.
Te wyzwanie ma tylko 15 dni i nie jest bezpośrednio związane z robótkami.
Pomysł i zasady wyzwania z bloga Sen Mai
Dzisiaj dzień 1: własny portret
Taka jestem - prosta, zwyczajna, bez makijażu i fryzury.

A na deser przepis na Sernik z białą czekoladą (przepis pochodzi z czasopisma Kuchnia 04/2012)


Spód: * 15 dkg mielonych herbatników,
* 7 dkg mielonych orzechów laskowych,
* 5-6 dkg stopionego masła,
* szczypta cynamonu

1. Dno tortownicy wyłożyc pergaminem, a boki wysmarowac masłem. Połączyc wszystkie składniki spodu i rozkładamy masę na dnie trotownicy, dociskamy też trochę boki - 1,5-2 cm.
2. Zapiekamy w temperaturze 180 stopni przez 5-7 minut i wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
3. Obniżamy temperaturę piekarnika do 150 stopni i przygotowujemy masę serową.

Masa serowa:
* 120 ml śmietany 36%,
* 35 dkg białej czekolady,
* 65 - 70 dkg sera trzykrotnie mielonego,
* 5 dkg cukru,
* 4 jajka,
* 2 łyżki likieru orzechowego.

1. Śmietanę podgrzac w rondelku (bardzo ostrożnie bo lubi się przypalac) i rozpuścic w niej czekoladę. Ostudzic.
2. Utrzec ser z cukrem i stopniowo dodawac po 1 jajku cały czas ucierając. Powoli dodac rozpuszczoną czekoladę i likier orzechowy. Ucierac jeszcze przez chwilę, by wszystkie składniki dobrze się połączyły.
3. Masę serowo-czekoladową wylac na podpieczony spód i piec 45 -55 minut.
4. Po tym czasie ostrożnie wyjąc ciasto z piekarnika i przygotowac polewę.

Polewa:
* 450 ml kwaśnej śmietany 22%,
* 5 dkg cukru,
* 1 łyżka likieru orzechowego

1. Śmietanę urzec z cukrem i likierem orzechowym.
2. Podnieśc temperaturę piekarnika do 200 stopni.
3. Wylac śmietanową polewę na ciasto i wstawic do piekarnika na 5-7 minut.
4. Po tym czasie wyłączyc piekarnik, ale NIE otwierac drzwiczek piekarnika przez godzinę.
5. Następnie wyjąc, przykryc sernik i wstawic na noc do lodówki.
6. Rano posypac wiórkami białej czekolady i kakao.


B


Bardzo lubię białą czekoladę, a sernik smakuje właśnie białą czekoladą. Przepyszny do kawy. I mam oczywiście zamiar zrobic na Święta.


Jeśli ktoś do czytał do końca to mam jeszcze jedną prośbę.
W prawej bocznej szpalcie umieściłam małą ankietę. Chciałabym wiedziec o czym chcecie czytac na moim blogu. Czy tylko o robótkach czy może też o kuchni, książkach, moim życiu (czyli mojej rodzince)? Bardzo proszę zagłosujcie, bo przecież blog bez czytelników nie ma sensu, a ja bym chciała wiedziec co Was interesuje.

niedziela, 25 marca 2012

Zabawy foto

Co jest najtrudniejsze w całym pisaniu bloga?
Oczywiście robienie zdjęc.


Jakie są tajemnice robienia dobrych zdjęc?  Im więcej czytam na ten temat, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że potrzebny jest przede wszystkim talent. Niestety takiego talentu nie mam. Zostają mi tylko próbowac.

Ta włóczka to Salsa Cheval Blanc (60% bawełna/40% akryl) - mało wydajna i okropnie wkurzająca. Muszę dziergac powoli bo strasznie się rozdwaja, a do tego w każdym motku przynajmniej jeden supeł.
Mam 16 motków, każdy po 110 metrów, ale obawiam się, że na dwa zaplanowane swetry to będzie za mało. Jeden ma byc w rozmiarze 44/46, a drugi mniejszy wg nowego projektu Eleny Nodel vel Anadiomedy
 Jak na razie jestem przy 3 wskazówce, ponieważ jest to tajemnicze Knit A-long. A sweterek pochodzi z nowej serii i nazywa się My honey

U mnie to Miód malinowy ;-)

A na deser nie maliny, a truskawki. Na fali fascynacji językiem  hiszpańskim wiosny ostatnio szukałam w Biedronce i w koszyku znalazły się truskawki z Hiszpanii.
Skusiło mnie to do upieczenia na niedzielę zwykłego biszkoptu "rzucanego" z galaretką z truskawkami.

PS. Dziękuję za wsparcie. Na pewno jakoś sobie damy radę. Czasami poczucie zagrożenia wyzwala nowe pokłady energii i nowe pomysły. Mam nadzieję, że tak będzie u nas.W końcu jak to ostatnio na każdym kroku krzyczy Judyta idzie WIOSNA

niedziela, 9 maja 2010

Jak się dzierga Gail?

Jak zrobić chustę znaną jako Gail? - po schemat można zajrzeć TUTAJ

Bardzo prosto.

Należy zacząć od nabrania 4 oczek na druty i zrobienia dwóch rzędów francuzem (czyli każdy rząd to tylko oczka prawe)
W 5 rzędzie robimy 2 oczka prawe, 2 narzuty, 2 oczka prawe.
A w 6 - 2 oczka prawe, narzuty przerabiamy jako oczko lewe i oczko przekręcone lewe (lub prawe), 2 oczka prawe.
2 pierwsze i 2 ostatnie oczka robimy zawsze na prawo, to będzie taki brzeg chusty.
Należy pamiętać, że te oczka początkowe i końcowe nie są umieszczone na schemacie.

5 rząd, który opisałam wyżej to tak naprawdę rząd 1 ze schematu.

W chuście tej nie ma oczka środkowego.

Legenda:
I - knit - oczko prawe

O- yarn over (YO) - narzut

ssk (slip, slip, knit) - dwa oczka razem na lewo - czyli przekładamy 1 oczko na prawy drut, 2 oczko przerabiamy na prawo i przekładamy przez nie oczko nie przerobione z prawego drutu i dopiero przekładamy oczko na prawy drut

knit 2 together
- 2 oczka razem na prawo

/I\ s2tog, knit, psso - 2 oczka razem przekładamy bez przerobienia na prawy drut, 3 oczko przerabiamy na prawo i przeciągamy przez nie 2 nie przerobione oczka.

Początek (pierwsze 17-18 rzędów) wygląda tak:



Chusta poszerza się dzięki podwójnemu narzutowi pośrodku (rząd 17 i  33) oraz narzutom zaraz za bodiurą brzegową - rząd 17, 33.

Tutaj widać narzut w 17 rzędzie - początek nowego listka z brzegu chusty
A na kolejnym zdjęciu - ogromną dziurę środkową z 2 narzutów w rzędzie 17:


A tak wygląda chust po przerobieniu schematu - czyli po zrobieniu rzędu 37:


I co dalej?
Dalej wracamy do schematu, ale nie do rzędu 1, tylko do rzędu 23 - tyle, że oczka zaznaczone na szaro (czyli listka) powtarzamy więcej razy.

Jak osiągniemy taką wielkość chusty jaka nam odpowiada przechodzimy do Edge Chart.
Bardzo ważna informacja - nie robimy po środku podwójnego narzutu.

EDIT: Robiąc ostatnie powtórzenie dochodzimy tylko do rzędu 35, a potem przechodzimy na schemat Edge Chart i zaczynamy robić od rzędu 5.
I jeszcze jedno - w schemacie jest błąd właśnie w rzędzie piątym. Powinno być narzut, 3 oczka prawe, narzut!, itd.


Mam nadzieję, że instrukcja się przyda i zdjęcia są w miarę pomocne.

Pod wpływem książki Julia&Julie oraz Monotemy postanowiłam przypomnieć sobie moją ulubioną kartoflankę z porami. Dawno jej nie robiłam, chociaż to jedna z najprostszych zup jakie znam.
Po przepis zapraszam na mój stary kulinarny blog, który przy okazji postanowiłam reaktywować, czyli zapraszam na Obiaaaaaaaad

niedziela, 2 maja 2010

Marchewkowe ciasto oraz Julie&Julia

Postanowiłam połączyć zabawę w gazetę codzienną z akcją Miszelki pt. Twórczy Maj - sztuka codziennie.

Nie wiem, czy to co robię można nazwać sztuką chociażby użytkową, raczej nie, ale po przeczytaniu słów Miszelki "31 dni. Codziennie zrobię coś twórczego. Robótki. Sztuka. Scrapbooking, decoupage – nieważne. Może coś uszyję, może uszydełkuję. Może zrobię piękne zdjęcie. Może ugotuję coś nadzwyczajnego, a może zaaranżuję grządkę w ogrodzie – ogrodnictwo to przecież też sztuka :)" postanowiłam uwiecznić moje wypociny. Może to będzie mobilizacją, by kończyć zaczęte rzeczy - przyszyć brakującą nogę owieczce, zamek do kamizelki, czy też po prostu przyszyć gotowy już kwiatek do opaski.

Dzisiaj skupiłam się na pieczeniu.
Upiekłam ciasto, na które przepis znalazłam u Penelopy

Moje zdjęcia, cóż, pozostawia dużo do życzenia.
Właśnie nieudane zdjęcia efektów moich kulinarnych poczynań sprawiły, że zawiesiłam pisanie bloga o jedzeniu. Ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad reaktywacją - wciąż się zastanawiam.

Co przyczyniło się do tych rozmyślań ... przeczytanie książki Julie&Julia Rok niebezpiecznego gotowania autorstwa autorstwa Julie Powell.


Książka o szaleństwie - kto przy zdrowych zmysłach będzie ganiał męża i przyjaciół po całym mieście, aby zdobyli kość szpikową albo móżdżek?! Kulinarny blog zawładnął życiem młodej nieszczęśliwej, a raczej niespełnionej sekretarki/aktorki. (czemu to ja nie potrafię napisać kilku sensownych zdań o książce?) Julie postanawia przerobić "Doskonalenie francuskiej sztuki kulinarnej" zawierającej 524 przepisy w ciągu 365 dni i opisywać swoje poczynania na blogu. Używa codziennego języka, opisuje swoje emocje związane ze zdobywaniem różnych produktów i samym procesem gotowania i jedzenia. Dość ekstrawagancki i co tu kryć drogie hobby daje jej radość, satysfakcję, sprawia, że przestaje płakać wracając wieczorem z pracy, a w efekcie przynosi sławę i pieniądze.
Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. I nie będę zaprzeczać, że czasami czytając perypetie Julie widziałam siebie opętaną przymusem robienia czegoś, aby napisać o tym na blogu.

I jeszcze kilka fotek z niedzielnego spaceru
Ulubione miejsce wszystkich naszych dzieci w parku - altanka

Na razie nie ma spektakularnych efektów fryzurkowych. Tutaj widać tylko z przodu - Judytka ma dwa francuzy.

Troszeczkę na lewo i troszeczkę w głębi i byłoby widać nasz domek, a tak widać, że już jest troszeczkę bardziej zielono i zaczynamy doganiać resztę Polski - raczej nie zawsze jesteśmy jakieś 2-3 tygodnie do tyłu.

Dzieciaki bardzo lubią patrzeć na wodę na śluzie - tutaj widać głównie bujną czuprynę Julka ;-)

Jedno z ładniejszych miejsc na trasie spaceru:


Mama zadowolona - udało mi się przekonać córeczkę, żeby bez beku wróciła do domu - niestety nie widziałam, że mała coś tam sobie duma i nie pójdzie tak gładko:

Proszę, a nie ostrzegałam - bach na glebę, nie pójdę do domu, jak mi nie pozwolisz pobawić się na placu zabaw.

A dlaczego matka taka wyrodna i nie pozwoliła na plac zabaw - bo poszliśmy na spacer po deszczu i na placu zabaw bajorko. Tak, tak, znam starą prawdę - "Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe", ale wolałam, żeby moja nie była przy tym przemoczona.
Niestety pady ćwiczymy dość często, uparta ta moja córka, oj uparta.