Szukaj na tym blogu

czwartek, 13 listopada 2014

Rozmowa z projektantką Hanną Maciejewską

Witam Was dzisiaj serdecznie i zapraszam do przeczytania rozmowy z utalentowaną polską projektantką Hanią Maciejewską znaną także jako Hada z bloga Life is a Stitch. 
Jest to drugi wywiad jaki do tej pory przeprowadziłam, pierwszą bohaterką tego cyklu była Justyna Kacprzak vel Just-in.

Niedawno pokazywałam Wam wybrane prace Hani, kiedy pisałam o osobie, która mnie inspiruje. Hania jest na pewno znana każdej polskiej dziewiarce, tak więc mam nadzieję, że z chęcią poczytacie o Hani od "kuchni"


1. Opowiedz proszę jak to się zaczęło, kiedy zaczęłaś dziergać i kto cię tego nauczył.

Na drutach nauczyła mnie robić moja babcia, kiedy byłam małą dziewczynką. Nie pamiętam ile miałam lat, ale pewnie nie więcej niż 9 – 10. Od tego czasu dziergałam prawie cały czas.

W liceum wiecznie robiłam jakieś swetry– rzecz jasna wszystkie wymyślone, bo książki i czasopisma dziewiarskie były wówczas w zasadzie nie do zdobycia.Jeśli chciało się mieć coś oryginalnego–trzeba to było sobie zaprojektować i zrobić samemu.
Po przeprowadzce do USA, a następnie do Wielkiej Brytanii, druty chwilowo odeszły na dalszy plan, ponieważ było tak wiele innych ciekawych rzeczy do zwiedzania, jednak kiedy wróciłam do Polski, zdałam sobie sprawę, że dziewiarstwo i projektowanie dzianin jest prawdziwie moją największą pasją!


2. Czy pamiętasz swoją pierwszą pracę na drutach / szydełkiem?


Oczywiście, że tak. Byłam z niej dumna jak paw! A były to najprostsze na świecie łapki do garnków zrobione na szydełku.

.
3. Czy masz ulubioną technikę, ścieg? A ulubiony rodzaj włóczki?

Najbardziej lubię robić warkocze. Wszelkiego rodzaju i wielkości :) Chyba dlatego, że dzięki nim można bardzo ładnie modelować dzianinę. Ukryć w nich zamykanie oczek na talię czy dekolt.

Jeśli chodzi o włóczki to rzecz jasna preferuję naturalne włókna. Etap akryli mam już za sobą i raczej do nich nie wrócę. Lubię za to wszelkiego rodzaju mieszanki wełny. 



4. Jak to się stało, że zaczęłaś tworzyć swoje własne wzory?
Rozpędziłam się i właściwie odpowiedziałam na to w pytaniu nr 1 W zasadzie od zawsze dziergałam wg własnych pomysłów.

A jak to się zaczęło na Ravelry?

Jakiś czas temu Marta z Zagrody ufarbowała dla mnie cudną włóczkę w kolorach ciepłego oceanu, a ja dla zabawy pokazałam na Ravelry wydziergany z niej sweterek Colors of Kauai. Wzór został ciepło przyjęty i dlatego postanowiłam opublikować więcej swoich pomysłów.

.
5. Co cię inspiruje? Gdzie poszukujesz natchnienia?

Wszędzie! Większość ludzi, którzy coś tworzą tak mówi, prawda? I to prawda! Wokół nas jest mnóstwo kolorów i kształtów, które mnie inspirują. Czasami to jakiś drobiazg w naturze zwróci moją uwagę (jestem wielkim fanem ogrodnictwa), czasami architektura.
Mieszkam w pobliżu Torunia z jego piękną starówką i uniwersytetem, i uwielbiam wędrować po ulicach, chłonąc historię i obserwując ludzi.
Prawdą jest jednak także i to, że to włóczka inspiruje mnie najbardziej. Jeśli moteczek do mnie nie"mówi", to raczej po niego nie sięgnę…



6.  Jak wygląda twój proces twórczy od pomysłu do realizacji?

Bardzo różnie. W większości przypadków zaczynam od zrobienia szkicu i próbki zanim zabiorę się za właściwy projekt. Wybieram też kilka potencjalnych ściegów dla danego „udziergu”.

Jednak nie zawsze udaje mi się zrealizować moje pierwotne pomysły. Czasami zmieniam je w trakcie dziergania. Mogę powiedzieć, że często projektuję w trakcie dziergania i najciekawsze pomysły przychodzą mi do głowy w trakcie robienia np. sweterka.




7. Który z twoich projektów jest twoim ulubionym?


W tej chwili chyba moje czapki: All that Jazz i Get the Picture. I rzecz jasna Into Trees, którą z ogromną przyjemnością opublikowałam w zimowym numerze magazynu Pop Pom Quarterly.

Bardzo lubię też Moyen Age, za ten głęboki dekolt i wymodelowaną sylwetkę. I wszystkie otwarte kardigany (Ink, mimo że już mocno znoszony, jest do tej pory moim ulubionym swetrem).


8. Ile czasu poświęcasz na dzierganie i projektowanie i co na to twoja rodzina? Czy możesz nam opowiedzieć jak wygląda typowy dzień projektantki? Co lub kto pomaga ci pogodzić pasję z codziennym życiem?

Muszę przyznać, że swojej pasji poświęcam każdą wolną chwilę: dziergam, bądź też pracuję nad kolejnym wzorem. Na całe szczęście mam bardzo wyrozumiałą rodzinę Mąż pomaga mi jak tylko może: robi zdjęcia projektów, „walczy” z komputerem, wspomaga herbatką i ulubionymi słodyczami. Córeczka wspiera na swój sześcioletni sposób rysując dla mnie „projekty” swetrów. Bardzo pomaga mi również moja mama. Mam też kilka wspaniałych przyjaciółek, które wysłuchają i doradzą zawsze, gdy tego potrzebuję.

Nawet nie umiem sobie wyobrazić jak poradziłabym sobie bez moich najbliższych.




9. Gdzie możemy znaleźć twoje wzory?

Przede wszystkim na Ravelry i Craftsy.

http://www.ravelry.com/designers/hanna-maciejewska

http://www.craftsy.com/user/1450172/pattern-store?_ct=fqjjuhd-ijehu&_ctp=66973,1450172

10. Czy możesz zdradzić nam, nad czym obecnie pracujesz?

Jak większość dziewiarek, ja także mam na drutach kilka projektów

W tej chwili pracuję nad kolejnym udziergiem dla magazynu i kilkoma sweterkami dla producentów cudnych włóczek. Poza tym powoli dziergam sweterek, który poniekąd zamówiła sobie moja bliska koleżanka. Od dawna namawiała mnie do zaprojektowania czegoś podobnego.




11. Czy masz jeszcze jakieś inne zainteresowania, sposoby spędzania czasu, żeby się zrelaksować, złapać dystans?

Kocham mój ogród. I spędzam w nim naprawdę sporo czasu. Pielenie, sadzenie i tym podobne rzeczy niesamowicie mnie relaksują. A czasami pomagają tez rozładować emocje. Nic tak nie pomaga po stresującym dniu jak przekopanie kilku grządek i przesadzenie kilku roślin. Ha ha ha.


Dodatkowo uwielbiam podróże! Szczególnie te w ciche spokojne miejsca. Tam mogę się zresetować i naładować akumulatory.

A jeśli chodzi o rękodzieło, to ostatnio odkryłam uroki wyszywania krzyżykiem. Spróbowałam raz i wpadłam po uszy. Niestety nie mam na to tak wiele czasu jak bym chciała.

12. Czy chciałabyś nam jeszcze o czymś opowiedzieć?
Chciałabym Wam zaprezentować swoje nowe logo:

 Aby być na bieżąco ze wszystkimi moimi poczynaniami zapraszam do śledzenia mnie na fanpagu Hada Little Corner FanPage 
oraz do grupy na Raverly - Hada's Little Corner.
Serdecznie dziękuję Haniu, że chciałaś poświęcić swój czas i odpowiedzieć na moje pytania.

środa, 12 listopada 2014

Wspólne dzierganie i czytanie 51

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 



Dzisiaj znowu później, bo najpierw praca (nie miałam dzisiaj okienka ;), potem godzina w banku (nienawidzę, ale czasami trzeba), następnie szybciutko na rower zanim córka wróci ze szkoły, dokończyć książkę, zrobić obiad i dopiero przed chwilą udało mi się włączyć komputer. Jakoś w tym rok szkolnym środa to mój najbardziej wypełniony zajęciami dzień, bo wieczór też mam zajęty. 

Na drutach wciąż to samo i nawet wygląda tak samo (prawie) jak tydzień temu, ale jednak trochę popracowałam. Musiałam spruć cały fioletowy dół, bo był za wąski i zrobić go jeszcze raz poszerzając odpowiednio. Mam nadzieję, że to już ostatnie prucie. Do tego zrobiłam kołnierz i wkrótce zabieram się za drugi rękaw. Potem jeszcze tylko plisy na guziki, trochę szycia i będzie gotowe. Oby przed następną środą. W lisim sweterku też było prucie. Robię contgiousem od góry i musiałam niestety spruć wszystko to co wcześniej miałam zrobione od miejsca, w którym oddzielałam tył od przodu, by zrobić miejsce na ręce, aż do momentu ponownego połączenia. Tak więc jeszcze trochę pracy przede mną. Czapka z zeszłego tygodnia zaś wciąż niedokończone, bo chyba jednak wymaga prucia. 

A książkowo - tylko co skończyłam "Papierową dziewczynę". Książka napisana dość sprawnie. Jest to historia poczytnego pisarza Toma, który w wyniku rozstania z ukochaną popada w depresję, uzależnienie od leków i oczywiście niemoc twórczą, a tu nie dość, że wydawnictwo z niecierpliwością czeka na trzecią część trylogii, to jeszcze okazuję się, że jego przyjaciel i zarazem menadżer traci wszystkie pieniądze i majątek pisarza (jak i swój własny). I w takim o to momencie, w środku burzliwej nocy w jego domu pojawia się naga kobieta, która przedstawia się jako Billie, drugoplanowa bohaterka powieści Toma. Swoje pojawienie się tłumaczy osunięciem się z kart wadliwie wydrukowanej książki, która kończy się w połowie zdania. Od tej pory kobieta wkracza w jego życie, ciągle szpera w jego rzeczach, a następnie towarzyszy mu w podróży do Meksyku, gdzie spędza urlop była narzeczona pisarza. Plan jest taki - Billie pomoże mu odzyskać piękną Aurorę, a on w zamian pomoże jej wrócić do świata wyobraźni, czyli napisze ostatni tom trylogii. Wszystko się komplikuje, gdy kobieta zaczyna poważnie chorować. Bohaterowie zatrzymują się we Francji, gdzie trafiają do wybitnego lekarza, a przyjaciele Toma z dzieciństwa, czyli jego menadżer Milo i policjantka Carla kursują po Europie i Stanach w poszukiwaniu ostatniego egzemplarza wybrakowanej powieści, niezbędnego by Billie mogła wrócić do swojego świata. 
Bardzo mnie ciekawiło zakończenie tej historii i w sumie nie rozczarowałam się. Jeśli macie ochotę na lekką powieść z wartką akcją, to szczerze polecam. 

I dzisiaj postanowiłam powrócić do czytania powieści, która wprowadza czytelnika w zupełnie inny nastrój. "Pokój" to powieść o matce i dziecku, których całe życie jest zamknięte w tytułowym pokoju i jedyną formą kontaktu ze światem jest On. 

A teraz zapraszam do dzielenia się swoimi wpisami o czytaniu i dzierganiu. A ja pędzę, bo wiecie - tańce, hulanki, swawole na mnie czekają.


   


   

wtorek, 11 listopada 2014

Miasto 44 - film, który polecam

W naszym mieście w ramach kampanii przedwyborczej pani będąca kandydatką na prezydenta naszego miasta ufundowała mieszkańcom bilety do kina na pokaz filmu "Miasto 44". Sama bym pewnie nawet o tym nie widziała, ale tak się złożyło, że moi rodzice mieli wejściówki, a nie chcieli iść na ten film. Szczególnie mama nie miała ochoty pod wpływem jakiegoś tam programu telewizyjnego, z którego wywnioskowała, że to film dla młodzieży, a nie dla osób w jej wieku.

Mi nie pozostało nic innego jak tylko się z tego ucieszyć. Miło było się poczuć młodzieżą :-)



Siedziałam na filmie, przy pełnej sali, w cichym kinie (jak nigdy) i wcale nie wśród młodzieży, obgryzałam paznokcie i nie mogłam oderwać oczu od ekranu. Podobało mi się w nim po prostu wszystko - gra aktorów, zdjęcia, efekty specjalne, muzyka, a nawet nie przeszkadzała mi brutalność filmu, czy też odrobina seksu na ekranie (która to ponoć wywołała tak dużo kontrowersji). Wszystko to było zrobione ze smakiem, wyczuciem estetyki i piękna. Tak, z wyczuciem, film jest brutalny, jest na nim bardzo dużo krwi, ale pokazane jest tylko to co konieczne, ani odrobinę więcej. 
 
Poznajemy grupę młodych ludzi, pełnych zapału, wiary, przeżywających swoje pierwsze miłości i wierzących, że w ciągu kilku dni przy pomocy wojsk sowieckich uda im się rozprawić z okupującymi Warszawę nazistami. Na ekranie widzimy radość, szczęście, ludzi tańczących na ulicy, by za chwilę zatopić się w krwi, przerażeniu, strachu, bezmiarze bólu i nieszczęścia. Obserwujemy również jak zmieniają ich te tragiczne przeżycia, kiedy po początkowym zwycięstwie, losy powstania odmieniają się, kończy się im broń, a Niemcy mszczą się okrutnie zabijając mieszkańców, rannych, ich przyjaciół, rodziny, giną członkowie ich oddziału.  Niektórzy z nich nie potrafią znieść tego ciężaru, inni tak jak główny bohater starają się uratować bliskich, a na koniec po prostu własne życie. 
 
Film bardzo głęboki, ale wcale nie bardzo ciężki. I jest to jeden z nielicznych filmów, w których efekty specjalne – kule omijające bohaterów, złoty deszcz (w sumie to dokładnie nie wiem jak to opisać) w czasie aktu seksualnego, czy stroboskopowe światła w kanałach – nie przeszkadzały mi, a wręcz były dopełnieniem, pomagały oddać nastrój. Po prostu genialne!!!
Miasto 44 jest to film na pewno skierowany do młodych ludzi, którzy już nie chcą oglądać martyrologicznych filmów o cierpieniu polskiego narodu, ale i bardziej doświadczony widz znajdzie coś dla siebie. Szczerze zachęcam do obejrzenia tego filmu w kinie, bo za czas jakiś w telewizji to na pewno nie będzie to samo. A czytałam, że ma powstać krótki serial.

Dzisiaj z racji obowiązków w pracy miałam przyjemność (co tu ukrywać, sama bym się pewnie nie wybrała) uczestniczyć w obchodach Święta Niepodległości w Suwałkach, połączonych z uroczystym odsłonięciem pomnika Józefa Piłsudskiego. Każdy (prawie) Suwalczanin szczyci się tym, że Piłsudski był silnie związany z naszym miastem, ponieważ jego druga żona Aleksandra Piłsudska, była rodowitą Suwalczanką.

Ale dzisiaj nie o tym. Wśród wielu przemówień utkwiło mi w pamięci jedno zdanie – jeden cytat, właśnie z Józefa Piłsudskiego:

„Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska.”

I tak właśnie pierwsza część tego zdania odpowiada idei filmu Miasto 44 i całego zresztą powstania. Niestety ta 2 część jest bliższa naszym czasom.

A Wy oglądałyście Miasto 44? I co o tym filmie sądzicie?

poniedziałek, 10 listopada 2014

Ponoć dzianina w tym roku jest bardzo modna

Wprawdzie znam się na modzie jak kura na pieprzu, ale nawet ja nie mogłam nie zauważyć dzianinowych płaszczy oversize, przeróżnych ponczo i sweterków w dużych ilościach i w sklepach i na blogach modowych czy na pintereście.

Niektóre z nich spodobało mi się niesamowicie, tak że gdybym tylko mogła to bym poleciała do sklepu i sobie kupiła. A na razie to tylko raduję swoje oczy zdjęciami.

Numer 1 - sweter, który podoba mi się jak mało co. Zresztą cały tzw. outfit mi się podoba.

Tory Burch | Fall 2014 Ready-to-Wear Collection |

Numer 2 - długi płaszcz. I tak jak wcześniej cały outfit jest super - lubię szerokie spodnie, nie wąskie lub zwężane do dołu, takie jak w tym roku królują w naszych sklepach, do tego marynarka jest boska i broszka. Obawiam się tylko, że do takiego stroju to mam za mało cm wzrostu a za dużo w biodrach :-(

Stella Jean A/W 2014 RTW Collection

Numer 3 - to znowu kolorowy, wzorzysty sweter tym razem zestawiony ze skórzanymi spodniami. Ten sweter stanowi super inspirację do dziergania, tak samo zresztą jak sweter numer 1. Skórzane spodnie to może nie koniecznie moja bajka, ale skórzanej (lub skóro podobnej) spódnicy nie mówię nie.

Trussardi 1911 Fall 2014

Numer 4 - paski, kolorowe paski i spódnica plus tunika

Calvin Klein Collection | Fall 2014 Ready-to-Wear Collection



I numer 5 - podobny styl i nawet kolorystyka podobna

Missoni Details A/W '14

 Numer 6 - dzianina od stóp do głów

Chanel Pre-Fall 2014 Collection



Numer 7 - dzianinowe koce - narzutki, w sumie to po naszemu chyba nazywamy coś takiego ponczo 

 Trend Council - Blanket Knitwear Outerwear Fall 2014

I na zakończenie - numer 8 - rękawki, w sumie to pół rękawki, ogrzewają same ramiona i zewnętrzne części rąk - taka ciekawostka.

 Balenciaga Fall 2014

Wybrałam takie noszalne ciuszki, pasują nawet do dżinsów.  W każdym bądź razie moda na dzianinę bardzo mi się podoba.

Źródłem wszystkich zdjęć oczywiście jest Pinterest




sobota, 8 listopada 2014

Jak sobie radzić z jesienno-zimową chandrą?

W moim planie zmuszenia się do aktywności fizycznej nie uwzględniłam jednego – zmiany czasu.
Jakoś nie skojarzyłam w niedzielę, że jak w tygodniu będę wracać z pracy i obrobię się z minimum obowiązków domowych – czyli nagotowaniem i podaniem obiadu dzieciom to już najzwyczajniej w świecie będzie ciemno. A ja po ciemku sama nie jeżdżę – ot taka fobia.

Ukradli mi godzinę.

I mimo iż pogoda ostatnio była piękna (dzisiejsze urwanie chmury się nie liczy), to człowiek pracujący nie jest w stanie się nią zbytnio nacieszyć.

I się zaczyna. Dzisiaj w koszyku sklepowym wylądował już dwupak czekolady, na szczęście najpierw mój prawie dorosły syn, a potem prawie dorosły mąż zareagowali w porę i nie dopuścili, bym pożarła te słodkości. Całe popołudnia jestem senna, a rano ledwo zwlekam się z łóżka. Nie wspominając już, że nie było warunków do zrobienia zdjęć sweterkowi.

Ale nie, cały mój plan wzięcia się za siebie obejmuje też próbę nie dopuszczenia do jesienno-zimowej chandry, żeby nie powiedzieć depresji.

Jak sobie z tym radzić, gdy dzień coraz krótszy?

♥Wykorzystać weekendy, by nacieszyć się światłem dziennym♥

 – pójść na spacer, na rower lub nawet na zakupy jeszcze przed południem. Jeśli zaplanuję wyjście w późniejszych godzinach, to zaraz się okazuje, że przygotowanie obiadu pochłania większą część czasu, a po obiedzie robi się już po prostu ciemno i znowu niejednokrotnie piękne słońce oglądam tylko zza firanki.



♥Nie bać się zimnego powietrza♥ 

  Na samą myśl o wyjściu z domu kulę się w sobie i trzęsę się z zimna, a potem gdy już jestem zmuszona do tego, to niejednokrotnie ze zdziwieniem stwierdzam, że te rześkie powietrze jest całkiem miłe. Grunt to tylko odpowiednio się ubrać. Albo rozebrać … Korzystacie z sauny? Ja jakoś do tej pory nigdy się nie wybrałam do takiej typowej sauny z chłodzeniem się w rzece lub w przeręblu, ale może to dobry pomysł?

♥Postawić sobie nowe cele♥   

Ja już postawiłam sobie jeden – ruszać się więcej. Ale takim celem może też być np. miesiąc chodzenia do pracy w spódnicy lub nauka 2 zdań w obcym języku dziennie. 

2 lata temu po operacji musiałam bardzo ograniczyć i tak swój mało aktywny tryb życia. W pewnej chwili myślałam, że zwariuję. Niby robiłam to co zwykle – najwięcej czasu spędzałam robiąc na drutach, czytając, oglądając telewizję do powrotu dzieci ze szkoły, potem trochę z dziećmi i znowu to samo. Pierwszy raz od 19 lat spędzałam kilka godzin dziennie w domu bez dzieci. Z jednej strony radocha, z drugiej uczucie pustki. Musiałam znaleźć sobie jakieś nowe zajęcie. I tym zajęciem było fotografowanie ptaków. Ustawiłam sobie statyw przy oknie, z którego doskonale widać było karmnik, wpinałam aparat i czatowałam na ptaszki. Nie mogę powiedzieć, że zdjęcia były niezwykłe, ale przynajmniej ja miałam jakieś nowe zajęcie i trochę radochy przy szukaniu potem nazw sfotografowanych ptaków.

W tym roku mam kilka pomysłów co mogłabym jeszcze nowego robić, ale na razie cicho sza.

♥Zabrać się za przedświąteczne porządki♥  

Nie do końca wiem, czy ten punkt jest dla mnie, bo jak już pisałam, sprzątanie na mnie działa odwrotnie niż na większość, ale ciągle odsuwam w czasie szycie ciuszków z Burdy Krok po Kroku, bo moja pracownia wygląda jak skład rupieci. W każdym bądź razie, ponoć życie w porządku pozwala nam czuć się lepiej, a kurz i bałagan zaburzają życiową energię. Muszę to sobie chyba częściej powtarzać, to w końcu może ruszę te 4 litery i wezmę się do roboty.

♥Zapalić święcę lub kominek do aromaterapii♥  

 Zawsze mnie dziwi popularność tych zabiegów, ale może trzeba spróbować, żeby się przekonać. Ponoć najlepiej antydepresyjnie działa olejek pomarańczowy. No i do tego jeszcze aromatyczne kąpiele, które u mnie się nie sprawdzą, bo korzystam tylko z prysznica, ale w sumie to można by używać żeli pod prysznic z serii aromaterapii. Macie jakieś sprawdzone?

♥Wdrożyć plan przygotowania do świąt mniejszych i większych♥ 

  W tym celu muszę się zainspirować córką. Chociaż urodziny ma dopiero 20 listopada (w sumie to już tuż tuż) to od ponad miesiąca już je planuje, projektuje zaproszenia, zastanawia się kogo zaprosić i w co się będą bawić. Mogę się założyć, że jak tylko zakończy się urodzinowa imprezka, od razu zacznie planować Święta Bożego Narodzenia. Już teraz na zmianę z biografią Van Gogha, książką pod tytułem „Robótki na Drutach” czyta „Dzieciaki szykują święta” i zaproponowała byśmy upiekły w tym roku „bezglutne” pierniczki. A przecież zima nie kończy się po Bożym Narodzeniu, potem można by było zaplanować bal karnawałowy, Walentynki i zacząć przygotowania do wiosny i Świąt Wielkiej Nocy.

♥Nauczyć się czegoś nowego♥  

Można zapisać się na kurs języka obcego lub układania bukietów ale w dzisiejszych czasach można nauczyć się wiele nie wydając ani grosza, wykorzystując Internet. W moim przypadku może już czas nauczyć się sztuki makijażu lub projektowania dzianiny?


♥Otaczać się kolorem♥  

Ubieranie się na czarno nigdy nie stanowiło dla mnie celu, ale jakoś tak w związku chyba z chorobą Julka zaczęłam podświadomie wyrażać swój nastrój ubiorem i teraz prawie wszystko w mojej szafie jest czarne, granatowe lub szare, a szczytem kolorowej ekstrawagancji jest fiolet. Nie polecę oczywiście wymieniać od razu całej garderoby, ale zastanowię się nad żółtą torebką lub pomarańczowymi rękawiczkami. W ostateczności, mam nadzieję, że mój nowy rudy sweterek nie okaże się niewypałem (oczywiście już musiałam spruć kawałek). Poza tym można poszaleć w dekorowaniu domu - przytulne poduszki, kwiaty na stole lub na ścianie.


Już kiedyś pokazywałam ten obraz na blogu. Codziennie na niego patrzę i postanowiłam, że następnym razem spróbuję namalować coś w tym stylu tylko na 2-3 razy większym płótnie.

 ♥Nie zapominać o spotykaniu się z ludźmi♥ 

 Nie będę więcej opuszczać turnieju darta. Nie będę odmawiać, gdy ktoś chce się umówić na spotkanie, zaprasza na wspólne balety. I dlatego wy też mi nie odmawiajcie i spotkajcie się ze mną i Wiolą i innymi dziewiarkami w sobotę 15 listopada w Cafe Plaza w centrum handlowym Plaza w Suwałkach. Będziemy od 16.00.


♥A może powinnam zamiast kupować nową torebkę czy buty zainwestować w lampę antydepresyjną?♥   

Macie jakieś doświadczenia z nią związane? Słyszałam, że daje światło porównywalne z dziennym, więc świetnie przy niej się robótkuję, maluje, więc są to jakieś dodatkowe plusy.

Muszę sobie wydrukować i powiesić nad biurkiem tę listę, a potem zaznaczać ptaszkami jej wykonanie, bo nie chcę przespać następnej zimy czekając aż w marcu oddadzą mi „moją” godzinę.

środa, 5 listopada 2014

Wspólne dzierganie i czytanie 50

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 




Sweterek w dębowe liście prawie zakończony, bo jeszcze się suszy i muszę nitki pochować i pewnie dopiero wtedy doczeka się porządnej prezentacji.
Za to na druty wskoczył rudawy Rowan Felt Tweed i zaczęłam kolejny bezmyślny udzierg. Bezmyślny ponieważ robiony tylko ściegiem pończoszniczym bez żadnych szaleństw. Mam niestety tej włóczki tylko 5 motków każdy po 50 gram i nie wiem czy wystarczy mi na całość. Nitka jest dość cienka, robię drutami 3,5, ale bluzeczka ma być dość luźna i chciałabym żeby miała długie rękawy, więc czarno to widzę. 
Jeśli chodzi o płaszczyk to utknęłam na rękawie - tzn. nie wróciłam do dziergania po tym jak musiałam spruć kawałek, by w odpowiednim miejscu dodać drugi kolor. 
A że już jakiś czas temu pokazywałam Wam, że zaczęłam nową czapkę dla Judyty, a odkąd zrobiło się naprawdę zimno Judyta prawie codziennie się o nią pyta, to musiałam więcej czasu poświęcić czapce, która i tak nie wychodzi tak jak ja bym chciała i niestety mój drugi i ostatni motek tej włóczki niebezpiecznie się zbliża do końca. I będę musiała robić wysyłkowe zakupy dla jednego motka tylko :-( Bo oczywiście tam gdzie jest Rowan Felt Tweed nie ma Merino Extra Fine Dropsa i odwrotnie. 

Dzisiaj miało być krótko, bo piszę w przerwie między lekcjami (nie w pracy, na okienku przyszłam do domu - później aż do późnego popołudnia by nie dała rady nic napisać). Tak więc tylko przysłowiowe dwa słowa o książce. 
Zaczęłam czytać "Papierową dziewczynę" Guillamume Musso, bo nazwisko te wydało mi się znajome z naszych WDiC. Na razie nie mogę za wiele napisać o tej książce, bo przeczytałam raptem 3 rozdziały. I chociaż początkowo trochę mnie mierziły "wycinki" z prasy, emaile lub inne wiadomości "cytowane" na początku książki, to jednak teraz styl już mi pasuje i nie będzie powodem porzucenia książki jak to się nieraz zdarza. 

A Wy co porabiacie, co macie na tapecie w dzierganiu i czytaniu? Zapraszam na 


   


   

wtorek, 4 listopada 2014

Po złości - tort mięsno-naleśnikowy bezglutenowy i bezmleczny

Myślałam, że nie dam rady dzisiaj przejechać tych założonych 10 km.

Od początku wiedziałam, że nie pojadę w pole za miasto, chociaż to rzut beretem ode mnie. W niedzielę zjechałam z szosy/chodnika tylko na kilkanaście minut, a myślałam, że rzucę rower w krzaki i wrócę do domu na piechotę.

Jednak dzisiaj tylko po ścieżkach rowerowych i też porażka. Po 5 km miałam już zamiar wracać do domu.I nic nie pomogła piękna słoneczna pogoda, ani to że byłam w bojowym nastroju.

A może właśnie dlatego, że byłam w złym humorze. Kiedy robię coś po złości, to wszystko mnie złości. A to siodełko za twarde, a to przerzutki nie tak działają, a to wiatr mi w twarz wieje, a słońce w oczy świeci.

Mam tak samo przy robieniu porządków. Kiedy muszę latać ze szmatą (raczej mopem) lub odkurzaczem, to od razu przypominają mi się wszystkie przykre sytuacje 3 dekady wstecz. Na co dzień mam kłopoty z pamięcią, a tu od razu mi się przypomina, że w 7 klasie koleżanka Marta nie chciała ze mną siedzieć w jednej ławce, że teściowa 20 lat temu wygłosiła jakąś kąśliwą uwagę pod moim adresem, że w pracy …., że … i oczywiście najbardziej mnie wtedy złości, że mój problem się nie rozwiązuje, a ja bym mogła spożytkować czas na coś innego – druty, książka, a do tego to oczywiście rodzinka zaraz przyjdzie i znaku po porządku nie będzie.

Po złości to najlepiej krzyczenie i obwinianie innych mi wychodzi. I kiedy wczoraj weszłam w spór słowny z moim mężem, usłyszałam za plecami płacz córki „To wszystko moja wina”. Ale przecież to nie wina dziecka, to wina życia. Bo przecież to ONO mnie wypróbowuje, rzuca mi kłody pod nogi i sprawdza jak długo będę jeszcze je kochać. To ono zsyła na mnie i na moją rodzinę choroby i inne plagi dnia codziennego, jak przypalony garnek, czy zablokowane konto.

Hm, chyba jednak to ja jestem temu winna, mój brak zapobiegliwość, roztropności, postawa – jakoś to będzie. Oczywiście nie czuję jakobym ponosiła winę za chorobę syna, ale jednak za wszystko inne i owszem. Bo gdybym wiedziała co wiem teraz to bym …

I kiedy tak myślałam o swoich zmorach przejechałam kolejne 5 km. Wróciłam umęczona do domu, ale też z iskierką nadziei, że uda mi się pokonać swoje problemy i słabości jeśli będę walczyć, tak jak dzisiaj walczyłam z ociężałymi nogami i bolącym zadkiem.

A jak człowiek wraca zmęczony wysiłkiem fizycznym to najchętniej zjadłby konia z kopytami albo co najmniej kawał pysznego słodziutkiego tortu. 






Wróć, przecież właśnie rzucam cukier. Skoro tak, to proponuję
 tort mięsno-naleśnikowy bezmleczny i bezglutenowy.


Naleśniki bezmleczne i bezglutenowe


    * 1 duże jajko (albo 2 mniejsze)
    * 2 szklanki wody
    * ½ szklanki mąki z tapioki
    * 1 i ½ szklanki mąki gryczanej
    * szczypta soli
    * łyżeczka/ łyżka roztopionego oleju kokosowego lub masła klarowanego

Zawsze zaczynam od ubicia jajek i dodania 1i ½ szklanki wody, potem stopniowo dodaję mąki, sól i tłuszcz i ewentualnie dolewam jeszcze wodę. Ciasto musi być rzadkie. A ciasto z mąki gryczanej musi postać jeszcze z pół godziny zanim zaczniemy smażyć.

W tym czasie przygotowujemy sos mięsny



    *1 utarta marchewka
    *1 utarta pietruszka
    *1 pokrojona cebula
    * ½ kg mięsa mielonego
    * przecier pomidorowy w kartoniku
    * przyprawy: sól, pieprz, czosnek - ew. zioła włoskie jeśli lubimy.



Podsmażam warzywa na tłuszczu, dodaję mięso. Kiedy będzie podsmażone dolewam wody, tak żeby wody przykrył mięso, dodaję przyprawy – sól, pieprz, czosnek. Duszę, aż będzie mało wody, dodaję przecier i jeszcze duszę kilkanaście minut. Taki sam sos robię do makronu.



Kiedy sos pyrka na ogniu smażę naleśniki.



Do wykonania tortu potrzebne jest jeszcze okrągłe naczynie żaroodporne z pokrywką lub tortownica (którą też trzeba czymś przykryć – choćby folią aluminiową) , którą należy wysmarować tłuszczem. Układam naleśnik, smaruję łyżką sosu mięsnego, przykrywam następnym naleśnikiem, czynność powtarzam do wyczerpania składników, przykrywam na wierzchu naleśnikiem, na który kładę kilka wiórków masła lub 2-3 łyżki przecieru pomidorowego.



Ponieważ nasza dieta jest dietą nie tylko bezglutenową ale też bezmleczną to przykrywam tort pokrywką, żeby naleśnik z wierzchu nie wysechł, ale gdy ktoś je wszystko to może zrobić sos beszamelowy i takim sosem polać potrawę z wierzchu.

Jeśli ktoś jest otwarty na nowe smaki i chciałby wypróbować przepis, a nie ma pod ręką mąki gryczanej (ostatnio jest ona już dostępna nie tylko w sklepach ze zdrową żywnością) to może w młynku do kawy zemleć kaszę gryczaną (najlepiej nie paloną), zaś tapiokę można zastąpić mąką ziemniaczaną.


Takie mi peciu meciu na zdjęciu wyszło, smakowało lepiej niż wygląda. Zdecydowanie fotografowanie żywności jest trudniejsze niż fotografowanie dzianiny :-(