Dzisiaj już ostatni dzień wyzwania foto.
Wczoraj nie zrobiłam żadnego zdjęcia z cytatem, ale za to napiszę teraz cytat z książki, którą obecnie czytam - "Historia miłości" Nicole Krauss
"Nie chcę tylko umrzeć w dniu, kiedy przejdę niezauważony"
i jeszcze jeden
"Samotność: nie ma takiego organu, który mógłby przyjąć ja w całości"
A dzisiaj spotkała mnie bardzo nieprzyjemna "przygoda".
Otóż zginął mi pies.
Pozwalam mu biegac po ogrodzie w wolne dni, kiedy wiem, że brama jest zamknięta i po zakładzie nikt się nie kręci. Wypuściłam go więc rano i jeszcze poszłam się kimnąc.
Niestety kiedy wyszłam po niego po pewnym czasie, nigdzie go nie było.
Byłam wściekała na siebie, że mu pozwoliłam hasać po podwórku.
Diabełek znalazł sposób by prześlizgnąc się pod bramą, a przecież malutki to on nie jest.
Wyszłam więc, aby go poszukac. Mieszkamy blisko rzeki i zalewu, więc chodziłam nad rzeką pytając wędkarzy, czy go nie widzieli. Nikt nie widział. Obeszłam kilka sąsiednich ulic, wracałam do domu wściekła na siebie, zastanowiając się co mam powiedziec dzieciom, a szczególnie Judycie.
W domu poprosiłam najstarszego syna, aby i on przeszedł się i poszukał.
Sama miałam z mężem pójśc jeszcze raz i wtedy wrócił syn z psem, który biegał pod sklepem po drugiej stronie ulicy. Pół godziny wcześniej tamtędy przechodziłam, ale psa nie było.
Na szczęście znalazł się. Obiecałam sobie, że sprawdzę z mężem wszystkie ewentualne miejsca ucieczek i raczej nie pozwolę za długo bawic się mu samemu w ogrodzie.
Na szczęście Judytka o niczym nie wie, cały czas spała jak aniołek
I taki o to miałam niedzielny poranek.